niedziela, 8 października 2017

móóó wiszży ciejaaaaaa kcu kierek goszkie jescza sa ami

Oraz stwierdziłam, że powiedzenie o tej krowie i mleku, co to nie trzeba kupować pochyłego drzewa dla kozy czy jakoś tak, jest bardzo prawdziwe.
Przecież nie będę dla serialu kupowała telewizora.
Ściągnęłam sobie "Esmeraldę" i jestem już na dwudziestym piątym odcinku.
Trzeba przyznać, że aktorka jest przepiękną kobietą, a facet, którego pokochała jest mdły jak niesolone avocado.
A ojciec Esmeraldy, który jeszcze nie wie, że jest jej ojcem i o kurwa! co się pewnie będzie działo jak on się dowie! Więc ten ojciec ma taki głos, że ja spływam po fotelu za każdym razem, kiedy on się odezwie.
Te grozowe melodyjki mnie rozjebują na kawałki. Rechoczę za każdym razem.
Ktoś zada jakieś niewygodne pytanie, kamera najeżdża na twarz, wchodzi bęben, werbel, podgłośnienie i TY DY!
Cuuudo ;-))

oni tam nie mieli komórek! ;-)

byyy leja kiego nied bacio bagaż nie dbacio bilet

O książkach miało być w soboty, ale to małe ADHD nie pozwoliło skupić się na niczym dłużej, niż pięć minut.
Dlatego będzie dziś. Tylko nie chce mi się szukać wszystkich zdjęć.

54. J. K. Rowling: Harry Potter i Insygnia Śmierci.



Znalazłam błąd.
Ortograficzny. Aż rozdziawiłam buzię, że dopiero teraz.
Ron mówi do Hermiony "choć, zatańczymy".
Ojjj, zabolało.

55. Magdalena Witkiewicz: Pensjonat marzeń.

O wiele słabsza, niż poprzednia, którą czytałam.
Bardzo przewidywalna i nieco nudna.
Przede wszystkim, jeśli ktoś chce zaskoczyć czytelnika ciążą, to nie powinien w książce poruszyć ani razu tematu nudności, niewyspania, dziwnych nastrojów itp. Nie da się nie połączyć tego z ciążą. Wielka tajemnica staje się czymś rozczarowującym.

56. Remigiusz Mróz: Oskarżenie.



Trzyma poziom poprzednich Chyłek.
Zaskakuje, porusza struny, które ma poruszyć. Zachowanie bohaterów doprowadza do szału. Co świadczy o dobrym stylu książki. To jak z aktorem.
Jeśli szczerze nienawidzę postaci i życzę jej przechadzki na bosaka po rozżarzonych węglach, to znaczy, że aktor jest świetny.
Nie doprowadził mnie do rozpaczy ani koniec książki, ani to, co się stało Chyłce - przypominam, że ostatnio polano ją jakimś kwasem.
Nadal twierdzę, że poprzednia część bardziej mną wstrząsnęła.
Już wiele razy wcześniej mówiłam: uwielbiam Chyłkę i resztę ferajny i dałabym się za nią pokroić w prawdziwym życiu.

57. Maciej Ślużyński: Przypadkowy detektyw.

No, wywnętrzyłam się niedawno.
Nie była to sobota, ale zostałam poproszona i nie chciałam przeciągać.
W zasadzie napisałam wtedy wszystko, ale może dodam, że nawiązaniem do Harrego
Wrrrrrrróć! Pisałam o Potterze.
Więc nic nie mam już do dodania.

58. Jude Deveraux: Bliźniaczki.

Nudna.
O, rety, jaka nudna.
Nie dlatego, że źle napisana. Bo napisana dobrze. Fajnie. Uwielbiam Deveraux i jej romanse.
Ale "Bliźniaczki" to ta sama opowieść co "Dama" tylko z perspektywy drugiej siostry. Czytam o czymś, co znam.
Nie podoba mi się.

Aktualnie jestem zanurzona po szyję w Rozlewiskach.
Smakuję każde zdanie po dwa razy.
Lubię pierwszą część tej serii.



środa, 4 października 2017

juuuuuuuuuuuuuu szminio sąsuk niezwe lonem

Ciężko jest pisać o książce, którą chciałoby się polecić, a nie można zdradzać szczegółów, bo to naprawdę fajny kryminał.
Taki, który chciałoby się dać kumplowi i powiedzieć: ja wiedziałam na trzydziestej stronie, a ty zadzwoń do mnie, jak też będziesz wiedział.

Sięgnęłam chętnie, bo mile połechtana tym, że ktoś mnie pyta o zdanie.
I na tym początkowo miałam ochotę zakończyć przygodę z książką, na sięgnięciu po nią, bo początek rozjebał mi tatuaże.
Facet brandzluje się jazdą na desce, jak ja przy wybieraniu różdżki u Olivandera.
Przysięgam, początek był nudny. Może dlatego, że nigdy nie przepadałam za snowboardem, a może dlatego, że żaden normalny człowiek, który tego sportu nie uprawia, naprawdę nie znajdzie w tym początku nic interesującego.
No nic..
Ja jestem nauczona doświadczeniem, że jeśli książka nie zapowiada się dobrze, to trzeba przebrnąć przez pierwszych 60 stron, a dalej pójdzie już siłą zamachu.

Tu się bardzo miło rozczarowałam, bo w momencie, kiedy Adam postawił naszego narciarza* na nogi, rozpoczęła się przygoda.

Kto zabił, wiedziałam z chwilą pierwszego ukazania się postaci.
I się nie myliłam.
Jak zabił, wiedziałam w momencie, kiedy wykluczone zostało pierwsze podejrzane narzędzie.
I też się nie myliłam.
Dlaczego zabił, wiedziałam już w połowie książki. Ale tu się myliłam ;-)

Genialny klimat.
Wchodzimy na luzie do ciepłego schroniska, jest milo, bezpiecznie i swojsko. Nawet świadomość, że gdzieś tam leży sobie i nie dycha trup, nie psuje atmosfery miłych ferii i odpoczynku.
Jest w chuj alkoholu, aromatyczna pieczeń i jajecznica. Jest co chwila jakaś herbata, jakaś kawa po irlandzku, zmieniana pościel, ręczniki i skrzypiące schody.
To wszystko tworzy atmosferę.
Ludzie sympatyczni. Nawet kiedy autor chce za wszelką cenę przedstawić mordę twardego zakapiora, to nie do końca mu się udaje, bo w ogólnym zarysie jest
no nie wiem
fajny
Kiedy przeczytałam, że nasz narciarz skrzywił się na widok jednej gęby, to z automatu do tej gęby poczułam sympatię. Tylko ja tak mam?
Każda postać w książce jest potencjalnym mordercą. Nooooooo, oprócz jednej, ale błagam, narciarza wykluczyłby chyba każdy? Opowiada, znalazł trupa, pojawił się przypadkiem, no nie można go podejrzewać.
Chyba...
Nie można?

No nie można, nie można.
Autor za to za wszelką cenę chce nas przekonać o winie każdego, z przedstawianych kolejno bohaterów. No nie wiem, nie najfortunniejszy to pomysł, bo jak się za dużo czegoś nawali, to wygląda niewiarygodnie. Na szczęście jednakowo przyczepił się do każdej postaci, więc nic nie zdradzam tym pisaniem.
Choć nie, nie każdej się czepił. Bardzo mnie uderzało, i przyznam że lekko nawet się zastanowiłam, czy przypadkiem mój pierwszy strzał nie był w związku z tym chybiony, że w ogóle nie wskazuje tutaj na takiego jednego bohatera (lub bohaterkę, oczywiście), który hmmm...
Ale nie powiem.

Autor rozstawia też pułapki.
Próbuje nam trochę namieszać w głowach, a to kradnąc sprzęt, a to wlewając hektolitry alkoholu w postacie, które - zdawałoby się - okażą się mordercą.
A to znowu podsuwa niby nic nieznaczące szczególiki, które uważny czytelnik wychwyci i w odpowiednim momencie użyje, układając sobie w głowie podejrzenia.
A to znowu jebnie, jak Adam butelką, na koniec powieści informację, której zupełnie się nie spodziewałam i tym mnie kupi do reszty.

Gdybym miała książkę ocenić punktami, dałabym pięć dodatkowych za nawiązanie do Harry'ego Pottera ;-)) Połaskotało mnie to trochę w pępek.

Ogólnie, czytając książkę, uśmiechałam się.
Miałam wrażenie, że dostałam do rozwiązania zagadkę i że całkiem nieźle mi idzie.
Znacie takie zabawy? Interaktywne? W "The Big Bang Theory" chłopcy się w to bawili.
Kto zabił?
Idealna zagadka na wieczór w towarzystwie dobrych znajomych. O, teraz mi przyszło do głowy, że chciałabym wziąć w czymś takim udział. W takim zdarzeniu, jak w tej książce.
Nie, że osobiście i miałabym trupa ciągnąć do stodoły! Brońciepambuk! Trupów to ja mam dość na co dzień ;P
Ale chciałabym wziąć udział w zabawie przy rozwiązywaniu zagadki, ale z większą ilością znajomych. Tak, żeby można było na bieżąco wymieniać się pomysłami.

Dobra, bo spływam z tematu, jak lawina po zboczu.
Książka mnie bardzo zaskoczyła na plus.
Zdecydowanie mogę polecić na wieczór albo do podróży, jako coś lekkiego.
O, na taką podróż do Warszawy, bo obiecałam Aurorze, że wpadnę na kawę do Łazienek akurat się nada.

I język!
Bo zupełnie zapomniałam o języku, jakim jest napisana książka!
GENIALNY!
Nic a nic nie wymuszony! Prosty, jak trzeba! Bez udziwnień. Bez silenia się na jakieś intelektualne wywody, bez przesady ani w wulgarności, ani specjalnie ugładzony.
Doskonały, ludzki język.
Czułam się tak, jakbym przysłuchiwała się normalnej rozmowie.
Panie Autorze, nawet gdybym miała się przyczepić, że słaba zagadka, no bo mówiłam, wiedziałam kto zabił już od pierwszego spotkania postaci, to absolutnie nic nie można zarzucić językowi.
Ja jestem marudna. Kurewsko marudna, jeśli chodzi o dialogi, o jakieś durne maniery w pisaniu, o nie takie jak trzeba użycia sformułowań.
Nigdzie, na całych 222 stronach nie znalazłam nic, co zakłułoby mnie w oko. A naprawdę jestem czepliwa.
Nie znam autora, nie wiem czy już coś pisał, wydał, tworzył.
Ale jeśli planuje, to ja to kupię. Kupię nawet tę, którą właśnie przeczytałam.
Styl pisania jest doskonały!



A taką miałam ochotę ją zjechać, za te nudy na pierwszych stronach o szusowaniu po górach :D

*ciekawe czy snowboardziści wkurwiają się, jak się na nich mówi narciarze :P

niedziela, 1 października 2017

o ol dat sziłąnc iriza nada bejbe je ije

No i mam już komplet.



Uzupełniłam o ostatnie brakujące egzemplarze i mogę spokojnie szukać kolejnego autora.
Wszyscy mi w robocie tak zachwalają tę Bondę.
Że niby i z moich stron, i w piórze lekka - tak mnie zachęcają.
Nie wiem.
Na razie jednak muszę wydrukować sobie taki jeden pdf i mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie.

Włosy mi tym razem jakieś takie
niejaskrawe wyszły



Albo to tylko tak na zdjęciu, bo mam wrażenie, że w lusterku bardziej błyszczą.

Podobno Greysy już wróciły. 
Nie wiem, nie wiem. Nawet mnie specjalnie nie ciągnie. Chyba już za długo wymyślają im problemy.
Powiem Wam w tajemnicy, że nowego Prisona też nie obejrzałam. Tak się cieszyłam, cieszyłam, przeżywałam, aż w końcu, kiedy wypuścili, przewinęłam jeden odcinek i rzuciłam w kąt.
Może mi na humor nie trafiło? A może zwyczajnie, słaby jest?

Za to nowa Pełna Chata weszła mi gładko.
No i moje mózgi. Na to za każdym razem czekam z niecierpliwością, choć mówiąc szczerze, z sezony na sezon coraz słabsze są. Nie, że złe. Ale słabsze.

czwartek, 28 września 2017

ajonli łontu sijo lafinin deper pel rejn

Pierwszoklasistka.
Trzeci tydzień szkoły.

- A pokaż zeszyt - prosi Dziadek - Dużo piszecie?
- Nieeeeeeeee tak duuużo - odpowiada lekceważąco Młodsza - O, tutaj zobacz - podejrzanie szybko przerzuca dwie pierwsze kartki.
- Pokaż pokaż - stopuje ją Dziadek - A to? Co to jest?

Pod kilkoma rządkami koślawych krech i mazów, równiutki wpis nauczycielki "Zrób jeden szlaczek, ale starannie".

- Aaaaa, to nic. Nic. - Młoda próbuje przerzucać dalej.
- Czeeeekaj - wychwytuje kolejny kwiatek Dziadek - A to?

Czerwony, równiutki wpis "Brak pracy domowej"

- Ale tu już zrobiłam! - stuka palcem w zeszyt Prymus Klasowy.

Ja to popłakałam się ze śmiechu.
Trzeci tydzień szkoły! Pierwszej klasy!
Zadają szlaczki!
A on ma już dwie uwagi! Cudowny kontrast ze Starszą, która każdą klasę kończy z wyróżnieniem i średnią powyżej 5.
Mój brat pewnie puchnie z dumy! I to serio ;-)

Padre patrzy na Młodą, patrzy i pyta mnie półgębkiem:

- Jak myślisz? Jak szybko jej wychowawczyni zmieni szkołę?

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa jaa ja jaaaaaaaaaaaaaaaj

Chyba kupię telewizor.
Nieposiadanie stało się modne ;-P
A poza tym, byłam kilka dni temu u Siostry i trafiłam na pierwszy odcinek "Esmeraldy" i postanowiłam oglądać.
I podobno w telewizorni lecą jakieś ogłupiające kanały, które są OOOOOSOM! i wszyscy o nich dyskutują w robocie, tylko ja nie wiem, o co kaman.
Doszło do tego, że kiedy ktoś coś odpowiada, to w połowie zdania odwraca się do mnie i
aaaaaaaaaazresztą
przykład:

- Nie wiem, co oni wymyślają - opowiada Renata - Oglądam wczoraj gogleboks - tu obraca się w moim kierunku i mówi - gugleboks, Frocia, to taki program, gdzie siedzi dwóch widzów i komentuje jakiś program - po czym kontynuuje - Przecież wiele osób ogląda "Rolnik szuka żony".
- Rolnik szuka żony - tłumaczy mi Arek - to taki program, gdzie facet wybiera sobie kandydatkę do wspólnego życia na wiosce.
- Ale jak one piszą do niego te listy, to muszą wiedzieć na co się godzą.
- Nie wiem - mówi Joaśka - Ja wczoraj wyrwałam staremu pilota...
- Pilot, Frociu - wchodzi jej w słowo Metys - to jest takie urządzenie, którym możesz zmieniać kanały w telewizorze i ...
- Telewizor, Frociu - podłapuje Kryzys - to jest takie pudełko, gdzie możesz oglądać różne programy...
- I ci ludzie co ich widzisz, to oni tak naprawdę nie są w środku! - zapewnia żarliwie ta zdrajczyni Mila - Naprawdę!
- A w radiu też tak naprawdę nikt nie siedzi! - dorzuca Arek, ale już nie kończy jak to jest naprawdę z tym radiem, bo rzucam w nich groszkami o smaku kokosowym i czynię w powietrzu znak krzyża.
Jak to: ludzie w pudełku?!

Mendy przebrzydłe, nie? Te moje krasnale.
No i powiedziałam, że jak tak, to ja też sobie kupię telewizor i będę miała o czym z nimi rozmawiać.
I może naprawdę kupię?
Bo ta "Esmeralda" i inne rolniki...

środa, 27 września 2017

tunajt tunajt tunajt tunajt nanna nanna nannananna tunajt

Ny nyny ny ny
nynynynyny ny
(tutaj nutki, serduszka i baloniki)


Do zobaczenia niedługo.


wtorek, 26 września 2017

botu miejsca brak natfe bapskie łzy

Mam wrażenie, że Ci przeklęci Dementorzy rozpełzli się po całej mojej wiosce.
Nie potrafię nawet powiedzieć o co konkretnie chodzi. Po prostu odczuwam jakiś niepokój.
Nie lubię. Wpierdzielam na potęgę czekoladę, ale jak mi się już humor poprawi, to wiem, że od razu klapnie, jak wskoczę na wagę.
Coś za coś, co nie?

Napisałam to wczoraj i sama nie wiem.
Dziś niesamowitą przyjemność sprawiła mi reakcja MFM-a na kilka moich słów.
Niby zadziałał jak czekolada, ale skąd ja mam go brać na przykład wieczorem?
Czekolada leży w szufladzie przy łóżku.
MFM-a wolałabym w łóżku przy szufladzie ;-)

Starsza panikuje: nie umiem! nie umiem tej fraszki! nigdy się nie nauczę!
Dziś pytam co dostała.
Pięć mniej. No nie wyrobię ;-)

niedziela, 24 września 2017

potpeł nymi żaglami

Dostałam propozycję wyjazdu na tydzień do miasta, gdzie dokładnie, ale to dokładniuśko piętnaście lat temu zainstalowałam się na pół roku i było to pół roku zupełnie innego życia.
Ale to nie tak, że ja sobie tylko mówię, a tak naprawdę po prostu więcej piłam.
Kurczę, jak zamknę oczy i włączę w odtwarzaczu ciem-nooo jusz zgasły fszyskie świat ła cie mnojusz nocnat chodzi guuuu ucha, to mam dwadzieścia dwa lata, włosy do pasa, obok mnie na piętrowym łóżku leży Majki, a na stoliku obok stoi opróżniona do połowy flaszka wódki "Gdańska".
Kurwa, wspomnienie jest tak intensywne, jakby to wszystko działo się miesiąc temu.
Inny fragment życia. Coś, czego już nigdy nie powtórzę. Coś, co połączyło mnie z tymi ludźmi na zawsze. Do końca świata.
Coś, po czym moi krasnale nie mogli rozpoznać mnie we mnie.
Tak, jakbym na chwilę przeszła za jakąś dziwną ścianę; rozszczepiła się i prowadziła równolegle dwa życia.
W każdym razie dostałam tę propozycję, łzy stanęły mi w oczach i powiedziałam, że nie mogę.
To jest chyba jedyna rzeka, do której nie wejdę po raz drugi.
Świadomie.

Gdybym kiedyś zdecydowała się napisać książkę, to właśnie o tym miejscu i czasie mojego życia by była.

aj olłejs cha a aw ajol łejsłiiiiiii iiiii il

Nakleiłam maseczkę w płachcie na gębę, przejrzałam się w lustrze i stwierdziwszy, że wyglądam komicznie, zrobiłam zdjęcie i wysłałam do Starszej.
Po minucie odpisuje:

- Nawet klaun z "TO" tak mnie nie przestraszył!

Ciekawe czy jak jej ciachnę po kieszonkowym, to wystraszy się jeszcze bardziej ];->
Franca jedna!

Oszczędzę wszystkim widoku mojej gęby w masce. Pokażę za to jakie fajne dynie Padre przyciągnął do domu.


I podobają mi się kolory na tym zdjęciu. Uśmiechają się.

sobota, 23 września 2017

o buć sie czaaaaarny ali babo

- Powiem ci coś w tajemnicy - wyszeptała w telefon świeżo upieczona pierwszoklasistka.
- Dajesz.
- Ja nie mogę z tobą za bardzo rozmawiać teraz.
- A to dlaczego?
- Mama kazała mi odrobić lekcje.
- A co masz zadane?
- Całą strrrrrronę szlaczków! - oznajmiła ze zgrozą.

To im przywalili...

iwidze tylko twojekape lu sze jaksat kinanie bie

Oboszebosze!
Dzisiaj kolejny Koniec Świata, a ja nie mam się w co ubrać!
A może przełóżmy? No bo jak ja taka siąpiąca katarem i kaszląca wystąpię?
Toż to się nie godzi tak haniebnie nieprzygotowaną odchodzić.

więcotszyj łzy nieeros paczaj dziśnawet ma łedziec kowie pogodajes laaabogaczy

Aktualnie moim hobby jest wypluwanie płuc na zmianę z wysmarkiwaniem mózgu.
Nieopisane uczucie.
I ta puchowa kołdra w głowie.
Mhmmmmm. Cudo.

Znowu pogubiłam dni.
Najpierw w poniedziałek nie wyrabiałam się na zakrętach w robocie, w związku z tym w ogóle go nie pamiętałam. Potem nie było wtorku. Nadal nie wiem, co się z nim stało
W środę zajebali nam taką robotę, że każdy, kto normalny, pukał się w głowę i wszyscy się modliliśmy, żeby tylko nic się nie stało. Od piątej rano do szóstej wieczorem.
Czwartek mi jakoś majaczy, ale tylko w okolicy czternastej, kiedy poszłam do szefowej i powiedziałam, że biorę urlop, bo nawet nie wiem jak się nazywam.
No i jest dziś. Niedziela.
Książek w tym tygodniu zaczęłam chyba pięć. Na razie nie skończyłam żadnej, choć do wieczora jeszcze daleko.

Chciałam napisać, że zaczynam odchudzanie, ale pomyślałam, że co ja będę ściemniać sama sobie. Przecież w szafce leżą jeszcze jedne chrupki, które oczywiście, że wciągnę i nie będę nawet miała wyrzutów sumienia.
A na razie kawa.

Tak. Wiem Jest sobota, a nie niedziela. A jeszcze piątek gdzieś się zaplątał.
Ale właśnie tak czuję, jak napisałam.
W dodatku mam wrażenie, że za chwilę listopad, a przecież po drodze będzie październik, kiedy to mam do obskoczenia cztery imprezy urodzinowe.
Trzeba zagospodarować kasę.

niedziela, 17 września 2017

imłodą pier siąchło nąć wiatr

W zawiązku  tym, że zaszły nieprzewidziane zaszłości i niespodziewane niespodzianki, to ja muszę przemeblować sobie pokój.
Ciężko mi się nawet myśli o tym, żeby zebrać dupę i posegregować co mam zostawić, a co wywalić, a jeszcze co wystawić na allegro. JESTĘ LENIĘ!

Ale dobra.
Odpalę na razie nowe "Przyjaciółki" i w rytm ich problemów przerzucę majtki z jednej stery na drugą.
A potem może skoczę do kina?
Grają coś dobrego?