niedziela, 3 grudnia 2017

somtajms ajłisz ajłer ju

Odstawiłam numer roku.
Oczywiście sama dla siebie, ale uśmiałam się do łez.
W sumie do łez było też oglądanie, ale...

Rano trochę sprzątałam i wpadł mi w rękę zmieniacz czasu. Ostatnio robiłam mu zdjęcie i rzuciłam przy łóżku.
Więc wzięłam ten zmieniacz, zapięłam na szyi i pokręciłam trochę, zastanawiając się, do którego roku chciałabym się cofnąć.
W tył głowy huknęła mi Ptyśka, bo dokładnie 25 lat temu się poznałyśmy.
No i tyle.
Posprzątałam, poczytałam, ugotowałam żarcie na kolejne dwa dni i odpaliłam film.

Nie mam pojęcia jak!
Nie mam pojęcia skąd!
Nie wiem.


Jakimś cudem mnie przekierowało na The Kelly Family.
Czy reklama jakaś była, czy mi się piosenka jakaś skojarzyła? No za chuja nie pamiętam.
Włączyłam Paddy'ego, jakiś wywiad, gdzie opowiada o depresji. Obok pojawiły się koncerty, piosenki, teledyski. Nie obejrzałam się, jak minęły dwie godziny.
A że byłyśmy kiedyś ostro zakochane z Ptyśką w tych długowłosych cudakach - ja w Paddym, ona w Angelo - chwyciłam za komórkę i zadzwoniłam do niej:

- Stara! Masz trzy strzały! Czego słucham?
- An Angel!

Jebłam!

- ...
- No? Zgadłam?
- Yyyyy, Ptysia... Ja nie wiem w ogóle, co mam powiedzieć. No teraz nie An Angel, bo od tego zaczęłam, ale od dwóch godzin katuję Kelsów. I can't help myself teraz leci.
- No widzisz? Jak my się znamy?
- Ale zszokowałaś mnie.
- Froooooocia, a w co ja innego mogłam strzelać?
- Niby tak. Wiesz, że  właśnie mija 25 lat, jak się przyjaźnimy? Jakoś tak do mnie to dzisiaj dotarło. Że za kilka dni.
- Faktycznie. Ciągałaś mnie w sieci po sali gimnastycznej. Ile my miałyśmy lat? Jedenaście?
- Ty jedenaście, ja dwanaście. Jakoś mnie ogólnie dzisiaj cofnęło do tamtych czasów. Nie wiem skad mi to Kelly Family się pojawiło, znalazłam zdjęcia z zimowiska, czuję się, jakbym znowu była tą gówniarą w podstawówce.
- I zadzwoniłaś z tym do mnie? Sprawdzić czy i ja się nie starzeję?
- Nooo... Ja mam z tobą najfajniejsze wspomnienia. Nawet dzisiaj rano zastanawiałam się, do jakich czasów chciałabym się cofnąć... Kurwa! Ptyśka! Ja się dzisiaj bawiłam zmieniaczem czasu! Czujesz kurwa? Jaki kosmos?
- Ty nie jesteś normalna, Frocia. Ty jesteś pojebana na punkcie tego Pottera.
- Ale weź popatrz tylko. Rano się bawię tym czarem i zastanawiam do kiedy mam się cofnąć, a wieczorem JEB! I mi się Kelly Family nie wiem skąd włącza.
- Frota, debilko jedna! Sama mówisz, że 25 lat nam mija. Pewnie o tym myślałaś, czegoś szukałaś w okolicach tego roku i cię przerzuciło.
- Nie wiem, Ptysia, nie wiem. Ja ci mówię - czary działają.

No?
Niech mi ktoś powie, że nie działają!
Doskonale pamiętam, jak nakrzyczałam na pasek od szlafroka i paszport mi się znalazł ;-)

Ale tak na stronie, to jaaaaaaa pierdolę! Potrafię się tak wkręcić...
;-)

komoł sawa komsikom si kom sikom sa





Nie ma bata, żebym się nie zalała łzami, kiedy to widzę ;-)))))))))))

Ja w ogóle już nie słyszę tej piosenki, bez głosu Materny.

Nawet kiedy leci oryginał, mam w głowie jego podkład ;D

sobota, 2 grudnia 2017

duuuuuuu juchewe tajm tulisyn tumiłajn

Książka w tym tygodniu tylko jedna.

69. Stephenie Meyer: Zmierzch.



Oj już dobrze, dobrze.
Książka napisana jak wypracowanie, ale nic nie poradzę na to, że mnie kurewsko wciągnęła, kiedy czytałam pierwszy raz.
I przynajmniej nikt błędów ortograficznych nie robi!
Jaaaaaaaaaaatam jestem romantyczką, lubię, jak ludzie (albo wampiry ;P) się kochają i lubię jak się wszystko dobrze kończy. Dlatego wcale się nie wstydzę, że saga mi się bardzo podoba i że to czytam.

Dopadły mnie na większej imprezie te dwie pojebane ściery.

- A dlaczego ty się tak codziennie nie malujesz?
- A po co?
- ... - (cisza)
- No bo tak ładnie wyglądasz.
- Ale według kogo? Według ciebie? A jakim ty jesteś dla mnie wyznacznikiem?
- ...
- No wytłumacz mi. Po co mam się stroić i pacykować do roboty? Ja tam idę pracować, a nie błyszczeć.
- Ale... Ale tak wyglądasz fajnie. Masz pazur.
- A po co mi pazur w robocie? Ja wolę wyglądać normalnie. Naturalnie.

I cisza.
No bo co mają powiedzieć? Ja mam się stroić dla nich? Żeby im się podobać? Dwóm największym sprzedajnym ścierom, jakie znam?
Mam się malować, wyciągać krechę na oku i bordową pomadką jechać nad kontur ust, bo tak mi mówi Ewka?
Którą przeruchało pół biura, w którym pracowała, zanim przyszła do nas?
Czy dlatego, że tak się podoba Agacie? Której goła dupa soczyście plaskała o biurko w gabinecie kierownika zaopatrzenia? A sam kierownik posuwał ją tak oszalały, że nawet nie zauważył, kiedy Arek wszedł do pomieszczenia?
Serio? No dziewczyyyyyyny, serio? ;-D

zato cozro biłaś więcej rękicinie po dam

Obudziwszy się o godzinie 11.43 stwierdziłam: wyspałam się!
Godzinę później gadam ze Starszą. Ona już po meczu, zakupach, po sprzątaniu. Pyta mnie czy już byłam w kinie, a ja że

- eeeeee? ja godzinę temu wstałam!
- Ale że co? Ty wstałaś o dwunastej?
- noooo, za piętnaście ;)

Serio. Wyspałam się.

Moje planowanie czwartkowego popołudnia:



Zaliczyłam i "Listy do M. 3", i "Morderstwo w Orient Expressie". Okazało się, że mogę przeskoczyć z jednego seansu na drugi.
Listy jak listy. Można popatrzeć, niekoniecznie kinowo.
Nie czepiam się, seans sprawił mi przyjemność, ale porwać to nie porwał.
Natomiast morderstwo już bardzo si, bo przepiękne widoki górskie, śnieg i para z lokomotywy.
I uwielbiam Lockharta :)
Film mi się bardzo podobał. Nie oglądałam poprzednich ekranizacji
ba! ja w ogóle nie wiedziałam, że to ekranizacja! Nie czytałam nigdy Christie, nie wiedziałam, że to jej.
Tak, tak, wiem za to, że nie powinnam się do tego przyznawać. Shame i dookoła osiedla!
Ale dzięki temu wiem też na co pójdzie większość mojej trzynastki. Muszę kupić nowe książki ;-)
Ha! I kto jest najzajebistszy? Od pierwszego momentu podejrzewałam Michelle Pfeiffer. Choćby nie  wiem kogo autor podsuwał pod oko, nie wiem jakie dowody podrzucał, nie wiem na jakie szczegóły kierował moją uwagę, ja i tak byłam pewna, że to Caroline zabiła ;P

Filmweb mnie zaczął wkurwiać, bo żąda wyłączenia adblocka.
W chuja mnie cmoknijcie, jak tak.
Teraz przelinkowuję w takim razie na imdb. Tam mi się nikt nie wpierdala w komputer z reklamami.

piątek, 1 grudnia 2017

za kiep-ski przepis naten świa at

- Znam afrykański sposób na sklerozę ;> jeśli chcesz ;>
- Na NFZ? Czy mogę prywatnie? Żeby nie bolało?
- Procedura NFZ, ale zrobię ci prywatnie u siebie ;) i nie będzie bolało po procedurze
- Chachachacha ;-) ;-) a sprzęt masz własny czy wypożyczasz? ;D
- Mam swój sprzęt ;> wieeelkie nowe urządzenie ;) jak pamiętam, tam się używa rąk, a u mnie obie sprawne i silne ...
- Oooooo, sprawne i silne dłonie, to już połowa sukcesu ;D tylko żeby mi głowa nie latała, jak na tym filmiku
- Nieeeeeeeee, udami przytrzymam ;)
- A to jakaś nowatorska metoda leczenia? Lekarze bez granic?
- Lekarz bez granic, pacjentka bez zahamowań, leczenie bez taboo... ;)
- I niech ktoś powie, że w Polsce służba zdrowia leży! ;-) tylko jest jeden mankament - niby wszystko pięknie ładnie cukierkowo, ale TERMIN! Na NFZ, to ręce lekarza stracą sprawność, a pacjentce przestanie przeszkadzać skleroza ;
- U mnie służba zdrowia nie leży ;> zobaczysz ;))

Wszelkie próby bliższego kontaktu z kimś innym niż MFM, TD i Serduszko ucinam raczej na starcie.
Tym razem coś mnie podkusiło, żeby pociągnąć SMS-y.
I nie żałuję.
Przyjemnie było tak poflirtować.
Dawno już tego nie uprawiałam, a tu pycho mi się śmiało przy każdej literce. I jego, i mojej ;-)

środa, 29 listopada 2017

druży noooooo wy jes śrut nas opo wia dasta ro dawne dzie eje

Pierwsze wróżenie w robocie.



Komisyjnie orzekliśmy, że mam uważać na wrzeciona, bo jak nic na wytopie jest kobieta siedząca przy kołowrotku.
Może ja jestem Aurora, a nie Śnieżka? Coś w tym jest, bo najbardziej lubię spać.



Ale mnie to wygląda na macicę z leniwym jajnikiem.

wtorek, 28 listopada 2017

bota kkkiemu piiija kowi ja kieży cieta kizgon zgon zgonta rara

Chciałabym jakoś zapamiętać  ten dzień. Zachować dla siebie.
A nie mogę napisać ani słowa, bo znowu zrobiłam się elektryczna, jak węgorz z padaczką.

Ale za to mogę tyle, że SMS-owy flircik był tak dobry, że sama do siebie chichrałam pod nosem.
Taki był przyjemny.
Niewulgarny.
I gorrrący.
Aż miło było się pobawić.

Powiedzcie mi.
Jak te typowe tipsiary żyją? Jak im się udaje wykonywać normalne prace?
Zmywać? Ścielić łóżka? Prać staniki?
Mam jeszcze nie takie najdłuższe pazurki, a już ciężko mi się pisze klawiszami. Co by było, gdybym dobiła do długości Elki?
A jeszcze ona ma sztuczne.

niedziela, 26 listopada 2017

aub ranaw co dzieeeee e en ność

Ha!
Udało mi się nie dać żadnej wyprzedaży!
Co prawda, to głównym powodem był brak kasy na bzdury, ale dumna być mogę, prawda? Do tej pory nigdy mnie to nie zatrzymywało.

Chyba się przeziębiłam w piątek. Mam strasznie zapchaną głowę i drapie mnie w gardle.
Planowałam iść na piwko, ale robota się przeciągnęła i chuj.
Zamiast piwa w miłej knajpce, miałam czekoladowy budyń i filmy w laptopie.
A dziś skończyłam piąty sezon "Willa i Grace".
Powiedzieć, że ich uwielbiam, to jak nic nie powiedzieć. Ostatni raz oglądałam to jeszcze w starym mieszkaniu. W czasach kiedy miałam nie tylko cyfrówkę, ale i telewizor! ;D
Choć co do telewizora, to coraz częściej myślę czy sobie nie kupić.
Modne stało się nieposiadanie, więc...

Boli oko?



Booooli.


sobota, 25 listopada 2017

bajde mun lajt szadoł

No okej.
Zebrałam się wreszcie w sobie i to chyba ostatni miesiąc.

60. Dan Brown: Początek.

Serio. Wierzę w taki scenariusz.



Zaczyna się wielkim przygotowaniem do publicznego wystąpienia, potem jest wielkie BUM!, potem, mam wrażenie, pojawia się nadzieja dla ludzkości, a potem już sama nie wiem co.
Uwielbiam styl pisania Browna. Uwielbiam jego krótkie rozdział. Fragmenty tak ciekawe, że zapominam o poprzednim, który urwał się na moment przed Wielkim O, a po chwili, po kilku kartkach powrót do niego powoduje, że wcześniejszy wątek był ciekawy.
Jest w tym genialny.
Bardzo wierzę w to, co jest opisane w książce. Zresztą, oglądałam kiedyś podobny w tematyce film i już wtedy stwierdziłam, że oto przedstawiona została nasza przyszłość.
Tylko Brown pokazał do wiarygodniej.

61. Małgorzata Kalicińska: Miłość nad rozlewiskiem.

Jednego jestem pewna - gdyby mi ktoś zaproponował życie w tym otoczeniu, nie wahałabym się ani chwili.
Już dawno mówiłam do kumpla, kiedy jeździliśmy po mieście, szukając dla niego mieszkania, że dorosłam do życia na wsi.



W "Miłości..." najbardziej podobały mi się wszystkie wątki związane z czarami, zabobonami i innymi tego typu zabawami.
Ogólnie lubię czytać o prostym życiu. Zwyczajnym.
A u Kalicińskiej tak jest.
Do "Powrotów..." nie mam zamiaru wracać, bo pamiętam, że mnie okropnie znudziły. Że było za dużo wspomnień.

62. Zbigniew Nienacki: Pan Samochodzik i Fantomas.



Szalenie mi się podobał za pierwszym razem.
Pamiętam, że aż buzię rozdziawiłam, kiedy okazało się w jak prosty sposób Fantomas wyprowadzał wszystkich w pole. Byłam dzieciakiem, wiadomo, że nie potrafiłam jeszcze myśleć tak, jak teraz. \
Nie polubiłam tej dziwnej ciotki w kapeluszach.
Nienawidzę ludzi, którzy niebezpiecznie jeżdżą. Sami niech sobie robią co chcą i giną na drogach jak chcą. Natomiast niewinne ofiary ich pojebanych zabaw na drodze zawsze mnie przyprawiały o łzy.
Dlatego Dama w Kapeluszu, która miała być z założenia sympatyczna, mnie wkurwiała i znienawidziłam ją od pierwszej kartki.
Tak kiedyś, jak teraz.

63. Jodie Picoult: Przemiana.

Najnudniejsza książka tej autorki.
Jak do tej pory.



Skazaniec walczy o to, żeby pozbawiono go życia w sposób, który pozwoli mu uratować inne życie.
Chce oddać swoje narządy do przeszczepów. Najbardziej serce, bo potrzebuje go siostra jego ofiary.
Jak można się domyślić, skazaniec jest nie do końca winny, matka ofiary się miota, sama potencjalna biorczyni serca nie chce, zaangażowana w sprawę prawniczka oraz jakiś tam pastro czy ksiądz robią wszystko, żeby doprowadzić sprawę do szczęśliwego finału.
Ogólnie książka jest przekombinowana. Za dużo tam różnych emocji i za dużo bohaterów. Na nikim nie można się dokładnie skupić, z nikim nie da się sympatyzować.
Jakieś dziwne cuda w więzieniu. Przywracanie do życia, rozmnażanie gumy do żucia, sugerowanie, że skazaniec ma boskie, a przynajmniej jezusowe, cechy i umiejętności.
Nieeee, słabe to trochę.
Pierwsza książka Picoult, którą kończyłam z takim trudem.

64. Remigiusz Mróz: Turkusowe szale.

Nie przepadam za wojenną tematyką, ale nie powiem - dość szybko przeczytałam.
Nie jest to Chyłka, ale podejrzewam, że Chyłką nic już nie będzie.



Dywizjon polskich lotników ma walczyć wspólnie z Brytyjczykami.
Chyba :)
Sporo jest tu latania, sporo bohaterstwa, troszkę angielskiej flegmy, świetna część na wyspie, kiedy to trzeba było uciekać pod nosem Niemców z jedynego nieniemieckiego domu. Motyw szpiega, odrobina sensacji.
Przyjemna, ale jak mówiłam - nie lubię wojennych książek.
No i oczywiście znalazłam kolejny błąd.
Kurwa, ludzie! Nauczcie się, że w książkach nie ma prawa być błędów!

65. Rudo Moric: Urwis Packo.



Wczoraj Małej na dobranoc.
Szop pracz ucieka z klatki i załoga ZOO go szuka.
Wot i story ;-)

66. Jude Deveraux: Kusicielka.

Uwielbiam romanse z wydawnictwa DaCapo.
Pasjami je czytałam jako nastolatka.



Dwóch mężczyzn - jeden były więzień, jeden lekko nieporadny - zostaje wynajętych przez zaniepokojonego tatuśka do przywiezienia do domu jego wiecznie wpadającej w kłopoty córeczki.
Córeczka oczywiście dorosła, jest dziennikarką, która by mieć dobre tematy do artykułów pakuje się w kłopoty, a potem je opisuje.
Zostaje zgarnięta, w drodze ma się zakochać w tym pipku, ale oczywiście zakochuje się w łobuzie.
Jakaż niespodzianka, nie? -))
Jak to romans, wszystko kończy się pięknie.
Nic nie poradzę na to, że lubię.
Ostatnio gadam z kumplem, który książki pochłania w moim tempie i on mi mówi, że podoba mu się to, że przyznaję się do czytania romansów.
Pfffffff, ja się przyznaję nawet do czytania na kiblu! ;D

- Weź, Frota! Jak mnie wkurwiają te gadki o modnych książkach!
- Czasem i modne są fajne.
- Ale jak mi pierdoli taka jedna z drugą o piątym dnie jakiegoś filozoficznego wywodu, albo że najbardziej ją jara biografia kury Lenina, to mi się rzygać chce!
- Noooooo, znam takie. Na  półkach, w widocznym miejscu, nic poniżej Paulo Coelho, a pod prześcieradłem fifti szejds of grej.
- Ooooooo właśnie!

67. Astrid Lindgren: Dzieci z Bullerbyn



Rety! Jak ja marzyłam o takim życiu, kiedy byłam mała.
Te tunele w sianie, ta droga do szkoły, wspólne plewienie rzepy.
Kiedyś nawet z kumpelą przeciągnęłyśmy sobie z bloku do bloku sznurek ze skrzynką i przesyłałyśmy liściki.
Jeden lub dwa dni, bo nam się znudziło, ale spróbowałyśmy.
I jak ja zawsze chciałam umieć zrobić duszone mięso, jakiego zapragnęła nauczycielka ze szkoły w Wielkiej Wsi, kiedy była chora.
I jak bardzo chciałam mieć kolorowe zakładki do książek. Nadal zresztą zakładki uwielbiam i nie umiem się powstrzymać przed kupnem, jeśli widzę jakąś ładną lub nietypową.
W ubiegłym miesiącu nawet znajomemu jedną kupiłam, tak bardzo mi się spodobał napis na niej.
"Dzieci z Bullerbyn" znam niemal na pamięć. To, obok "Ani z Zielonego Wzgórza", Harry Potter mojego dzieciństwa ;-)

68. Sebastian Fitzek: Lot 7A



No i to jest najsłabsza książka Fitzka.
Nadal WIELKIE ŁAŁ I CHRYSTE FACET CO TY BIERZESZ?! ale jest ze wszystkich najsłabsza.
Nie można pisać recenzji, bo można łatwo coś zasugerować, zdradzić.
Oczywiście znowu nie mogę się doczekać kolejnej.

czwartek, 23 listopada 2017

łenju kamin chołm sanaj dont noł łen

Gdybym była zawodową kucharką, chodziłabym chuda, jak szpilka.
Dałam czadu w kuchni i cała wygląda teraz jak pobojowisko.
Gotowałam od siedemnastej do dwudziestej, ale fasolki po bretońsku nie powstydziłby się chyba nawet Pascal Brodnicki ;-)



Dlaczego byłabym chuda? Bo kiedy gotuję, w ogóle nie mam ochoty na jedzenie.
Po umyciu garów i odstawieniu gotowego jedzenia na bok, czuję się pełna od samego zapachu i mieszania.
Spróbowałam, owszem.
I powiem nieskromnie - pyyyyyyycha! Wsadziłam nawet trochę w dwa słoiki i po raz pierwszy w życiu pasteryzuję. Ciekawa jestem efektu.

Nie umiem gotować w małych ilościach.
Namoczyłam na noc dwie paczki białej fasoli. Dopiero kiedy wyrzucałam opakowania, zobaczyłam, że były półkilogramowe. Czyli zamoczyłam kilogram fasoli!
No dopsz. Wobec tego, jako że jestem bardzo mięsna, mięcha też powinno być dużo, no tak?
Kupiłam dwie pałki kiełbasy podwawelskiej (choć moja Ruda twierdzi, że do fasolki po bretońsku najlepsza jest kiełbasa najzwyklejsza; ale ja lubię smak podwawelskiej).
Wędzony surowy boczek też wyglądał tak pięknie, że wzięłam prawie pół kilo. Jedna potężna cebula, trzy ząbki czosnku. Pomidory w puszce i koncentrat pomidorowy. Majeranek, sól, czarny pieprz, liść laurowy i ziele angielskie.

Fasolę moczyłam od wczoraj od piętnastej, do dzisiaj do siedemnastej. Napuchła, jak alergik po orzeszkach.
Wczoraj zmieniłam wodę na noc, dziś już nie zmieniałam. Wypłukałam tylko, do największego garnka wlałam cztery litry wody, wsadziłam fasolę i gotowałam przez pół godziny. Potem dodałam fumy, czyli cztery listki laurowe i pięć kulek ziela angielskiego. Zawsze, ale to zawsze! liczę, bo przed zdjęciem garnka z gazu, metodycznie wszystko wydłubuję.
No i pogotowałam to jakąś godzinę. Na małym ogniu.
Nie wiem gdzie wyczytałam, że jak się wrzuci mięso i od razu posoli, to ile by nie gotować, będzie twarde. Przeniosło się to w mojej głowie na wszystko, co gotuję, więc teraz też - fasolę pogotowałam najpierw półtorej godziny, a dopiero potem wsypałam trzy łyżeczki grubej soli. I pogotowałam jeszcze pół godziny.
W tym czasie pokroiłam w paski boczek, podsmażyłam na brązowo, dorzuciłam do garnka. Na tej samej patelni podsmażyłam znowu pokrojoną w talarki kiełbasę i w kostkę cebulę.
Na bardzo małym ogniu i bardzo długo, żeby cebula zrobiła się mięciutka i nie spaliła.
Kiedy to się smażyło, zmiksowałam dwie puszki pomidorów i cztery łyżeczki koncentratu pomidorowego i dolałam do garnka.
Za dużo! Następnym razem zmniejszyć to o przynajmniej jedną trzecią, bo wydaje mi się, że zupa smakuje za kwaśno.
No, ale ja dałam tyle i nic nie poradzisz. W sumie spróbowałam naprawić i dosypałam dosłownie jedną czwartą łyżeczkę cukru. Ciut łagodniejsza, rzeczywiście, ale następnym razem po prostu wrzucę mniej tego koncentratu.
Zagotowałam to na mocnym ogniu, dosypałam kiełbasy z cebulą, utarłam bezpośrednio do gara trzy ząbki czosnku. Na takiej najmniejszej tarce, jak do placków ziemniaczanych.
Na koniec dosypałam pieprzu, majeranku i zostawiłam na średnim ogniu na piętnaście minut.
Pachniała obłędnie, więc musiałam sobie sparzyć jęzor i spróbować.
Czad!

Ale już zjeść porządnie nie dałam rady. Zostawię sobie na obiad na jutro.
I pojutrze.
I na niedzielę.
I na poniedziałek.
I dam trochę Igorowi i maluchom.
I wsadzę w słoiki...

Bo ja, kurwa, nie umiem gotować dla jednej osoby!
;-)

I mam zdrapkę.
Wygram coś?


środa, 22 listopada 2017

złaji pod ła jak zro bić mitomog łaś

Śniło mi się, że kochałam się z facetem, którego szczerze nie znoszę.
Nie: uprawiałam seks. Nie: pieprzyłam się.
Nie.
Ja się z nim kochałam. W grę wchodziło uczucie.
Chryyyyste panie! Jaki on był dobry!
Jak on wiedział co i jak robić!
Jaki on był mocny i zdecydowany!
Jak on wszystko robił idealnie!
Jak on był zbudowany! Jakie on miał wymiary.
Słodki panie, ja chcę dziś znowu ten sen.

niedziela, 19 listopada 2017

dąsdąs dąs dąs dąs dąs dąs

Przechytrzyłam system!

Zawsze, jak tylko pomaluję paznokcie, to chce mi się siku, co nie?
Więc uruchomiłam spryt i przebiegłość, wzięłam lakier do paznokci do łazienki i siedząc na sedesie naniosłam  pierwszą warstwę.

Moje drogie panie.
Wszystkie sikamy, chociaż nieelegancko jest się do tego przyznawać. No ale wszystkie, co nie?
Więc weszłam, ściągnęłam, co miałam ściągnąć, siadłam, odkręciłam lakier, odstawiłam buteleczkę na bidet i radośnie posikując zaczęłam malować paznokcie.

NO CUSZ!
Dopiero kiedy skończyłam malować ostatni i zakręciłam buteleczkę, dotarło do mnie JAK PRZEBIEGLE OSZUKAŁAM SYSTEM!
No bo co? Wyciągnęłam rękę w stronę papieru i
i co?

I siedziałam jak ta ostatnia pipa na sedesie, aż mi lakier wysechł

Przechytrzyłam system, co nie? ;/
www.malowanie.paznokci.porady.praktyczne kropka pl

amnat dat ino sent

No przecież ja za chwilę zwariuję!



Kiedy ja mam to czytać? Kiedy?!
A jeszcze pojutrze kolejna premiera, na którą aż nóżkami drobię.
Ja nie wiem...

Oraz popełniłam paznokcie i wszystkie laski pozieleniały z zazdrości, a że jestem niesamowicie próżna, to spuchłam z dumy, a potem okazało się, że to nie spuchłam, tylko jestem gruba, i nie z dumy, tylko od pizzy.
Oczywiście zostałam zasypana stosem porad pod tytułem "ależ zrób se hybrydy".
Lobotomię sobie kurwa zróbcie!




Miałam tak intensywny tydzień, że u mnie jest już środa pojutrze.
W czwartek robota do trzeciej nad ranem. W piątek pobudka o siódmej czterdzieści, bo jednemu zjebowi przypomniało się, że musi mnie zapytać o ważną sprawę.
Spokojnie, nie opierdoliłam go. Kiedy usłyszałam pytanie, po prostu się rozłączyłam i wlazłam do wanny. Gdzie pochłonęłam pół "Dzieci z Bullerbyn", bo ostatnio czytałam Młodszej, jak nocowała i książka została przy wannie, bo zapomniałam wymienić na wampiry, bo ostatnio nabrałam na nie ochoty, bo mi się skojarzyło, że czytałam chyba tylko dwa razy, a niedawno skończyłam Pottera, więc.

Dziwna ta "Diagnoza", co nie? Nie mówię, że zła.
Dziwna.
Bo mi w tle lecie. To nie jest serial, który wciąga mnie na maksa, więc odpalam sobie do pisania.

W piątek znowu miałam imprezę.
Skończyłam o trzeciej nad ranem, choć muszę powiedzieć, że średnio się bawiłam. Nieco ponad dziewięćdziesiąt osób. Niby wszyscy się znamy, ale blisko nie jesteśmy. Na szczęście i krasnalki niektóre się wybrały.
Z Pawłem spędziłam większość fety, więc nie do końca tak źle, jak narzekam ;)
Jebnął mi takim tekstem, że w sekundę zwilgotniałam. Poinformowałam go oczywiście niezwłocznie, jaką reakcję wywołał, a ten ździr jeszcze się zaśmiał i powiedział: i bardzo dobrze!
Zatłukę go kiedyś.
(jak mi Metys pozwoli, bo to przecież jego dziewczyna; do trójkąta z Kryzysem; a Kryzysa w ogóle nie było, pewnie jest wściekły :D)
No. Więc Paweł opowiada, że jakby życie potoczyło się inaczej i do teraz, do dziś, nie udało mu się to, co się udało, to zostałby księdzem.

- Miałbym wszystko. Samochody, kasę, poważanie, kochanek ile dusza zapragnie, seks byłby taki...
- Weeeeeeeź, skończ fantazjować - weszłam mu w słowo.
- Co, Frotka? Nie chciałabyś?
- Paweł - wyszeptałam omdlewającym głosem, bo on jest przystojny jak jasny chuj - Jak zostaniesz tym księdzem, to zadzwoń po mnie.

A Paweł, ździr jeden, objechał mnie wzrokiem, zatrzymał wzrok na cyckach i takim leniwym,  głębokim, samczym głosem wymruczał:

- Sama przyjdziesz...

O jezusku! Jak bardzo przyjdę!
Mówię potem do niego, że Pawciu, chany ty moje, gdybyś to nie był ty, i gdybyśmy się nie znali dwadzieścia lat jak łyse konie, to z miejsca bym się zakochała. Bo to, co mi zrobiłeś zaledwie dwoma słowami, to się w głowie nie mieści.
I bardzo dobrze - mówi - Ty zawsze tak powinnaś na mnie reagować.
Yhym. Tjaaaa...

No i najdziwniejsze jeszcze w imprezce było to, że ja wypiłam dwa piwa. To drugie nie do końca, bo mi pół Metys wydoił. Nie chciałam się skuć, bo w sobotę znowu musiałam iść do roboty.
Więc kolejna noc zarwana, w sobotę o czternastej pojechałam do tej pracy, skończyłam po pierwszej w nocy i dzisiaj jestem dętka.
Nie mam siły na nic, najchętniej leżałabym cały dzień w wannie i czytała książki.
A jeszcze oprócz tych trzech na górze (Fitzka już połowę przeczytałam), to Renatka wczoraj podrzuciła mi do biura zbiór opowiadań, które podobno połknę w pół godzinki.



Ile ja bym dała za zmieniacz czasu Hermiony!
Prawdziwy. Bo ten swój mam. Oczywiście. Nie umiem go tylko poskromić, bo ni chujutki nie współpracuje i nie rozciąga mi doby.



Muszę umyć głowę. Szczerze nienawidzę tej czynności.

czwartek, 16 listopada 2017

ajtelju łorajłont soł telmi łocz'ju łont

Chciałabym wydłużyć dobę o sześć godzin.
Z tego trzy na czytanie książek, dwie na koralikowanie i jedną na słuchanie muzyki w fotelu.


niedziela, 5 listopada 2017

łibil dis siti

Pomalowałam paznokcie.
Co mi się chce?