wtorek, 20 lutego 2018

hernejmos lola sziłoza szołgerl

Z cyklu: Mądrości Życiowe Emilki.

- W pewnym wieku to nawet trzeba od czasu do czasu w towarzystwie wyjąć z torebki tampon i pójść do łazienki.
- ??? - siedem znaków zapytania aż zadźwięczało odbijając się od ścian biura.
- Nnnoo, żeby nikt nie pomyślał, że jesteś w wieku menopauzalnym - wyjaśniła i zaciskając coś mocno w dłoni, poszła do łazienki.

poniedziałek, 19 lutego 2018

itaką wodą być cona wilży twoje wargi

No i stało się!
Mam telewizor.
(ponura muzyka, bas w głośnikach huczy, a nietoperze złowieszczo łopocząc błotnistymi skrzydłami przelatują z jednego kąta pod sufitem, w drugi)

Jak wiecie, albo i nie wiecie, tak się poukładało, że zostałam bezdomną i przeniosłam się na wieś, do domu rodzinnego.
Aaaabsolutnie nie narzekam, z rodzicami kosy nie mam już od lat pacholęcych, dogadujemy się całkiem dobrze: ja uwielbiam gotować, Ruda dobrze zna się z odkurzaczem, a Padre dysponuje autem. Kuchnia i salon na dole są duże, można się mijać, piętra oprócz tego dwa, łazienki trzy, więc rano kolejek nie ma, taras mam swój, rodzice swój, ja i tak siedzę nad robótkami i serialem, a częściej wychodzę i wracam na spanie. Zakupy robi ten, kto akurat ma bliżej do sklepu. Wytworzyła nam się niezła symbioza.
Z jednym, tyciuśkim wyjątkiem - otóż moi rodzice, jak z niemal każdej strony postępowi i tolerancyjni, tak ni chujutki nie potrafią zrozumieć, że ja nie potrzebuję do szczęścia TV.
Że w zupełności wystarcza mi dostęp do internetu.
No i co, i stało się. Padre kupił pudło i zainstalował na ścianie w pokoju, który dostałam na sypialnię.
Ogólnie to niespodzianka, hapi i indżoj jor prezent, ale yyyyyy... no ale po co mi to?
I tak sobie od kilku tygodni wisi na ścianie nówka czarny ekran, pilot leży w pudełku na strychu, kable z telewizora smętnie zwisają do niczego nie podpięte, a ja co spojrzę na to, to wybucham śmiechem.
Nieeee tam, nie protestuję. Przecież to ich dom. Chcą mieć, niech mają w każdym pokoju (bo teraz TV jest już w każdym pokoju). Ja tu będę rok, może ciut dłużej, w niczym mi pudło nie przeszkadza, tyle, że kurz będzie zbierać.
Kable rano zwinęłam i wepchnęłam za ekran, żeby przypadkiem nie zaczepić i nie zwalić tego cudu ze ściany.

I tylko rechoczę, jak wariatka, bo co sobie pomyślę "mam telewizor w pokoju", to mi się przypomina scenka z drugiej części mojej ulubionej polskiej komedii:

Babcia Wolańska zagaduje przy stodole starą Solską o "przybytek, gdzie król piechotą chodzi".
Solska, prosta kobieta, nie rozumie, więc Wolańska rezygnuje z wersalu i zwyczajnie już pyta:

- Bo właśnie w domu pani nie zauważyłam łazienki.
- No łazienka jest, a jakże, a co ma nie być?
- To dobrze.
- A niech idzie za mną, zaraz pokażę - Solska truchta przez podwórze w stronę domu, a za nią, powiewając szalami, drobi babcia Wolańska - jest a jakże - mamrocze do siebie Solska - jak to łazienki ma nie być?

W domu otwiera drzwi do pomieszczenia, w którym jest pełno rupieci, krzeseł, szmat i tym podobnych rzeczy, ale ani wanny, ani sedesu nie uświadczysz, i z dumą prezentuje:

- Proszę. Jest łazienka!
- Tylko - rozgląda się po składziku Wolańska - że tak powiem, raczej nie do użytku
- Aaa, bo znaczy jak Kasia, to znaczy moja córcia, wyszła za mąż, to już nikt nie miał na to głowy - macha lekceważąco ręką Solska.

Ale co? Ale łazienka jest!
Więc co? Telewizor jest! Tylko ja głowy do niego nie mam, żeby go oglądać ;)





wtorek, 13 lutego 2018

może się wreszcie nauczysz że miłości nie wolno odrzucić

W weekend, w ramach powrotów do dzieciństwa, obejrzałam cztery części "Akademii policyjnej".
Uśmiałam się z siebie dziesięcioletniej, bo dopiero jako dorosła rozumiem niektóre gagi.
I tak, na przykład Carey Mahoney czeka na swoją kolej u krawca.
Krawiec to kobieta, więc Mahoney prosi bawiącego się obok chłopca o balonowego zwierzaczka, po czym umieszcza najdłuższy balonik w nogawce swoich spodni.
Staje do miary, krawcowa z uśmieszkiem zerka na wypukły kształt biegnący od jego rozporka prawie do kolana i przebija go igłą.
Haaaaaaaahahahahhaha, jak się zawsze z tego śmiałam ;-))
Jako gówniara.
Naprawdę, to było śmieszne. Bo ten balonik z takim fajnym świstem wyskakiwał spod nogawki i śmigał po pomieszczeniu.
No przecież to było śmieszne...

Chaaaaaaachachacha - śmieję się dziś z zażenowaniem ja, dorosła baba, kiedy ROZUMIEM żart.
Śmieję się nie ze sceny, tylko z siebie małolaty, która zupełnie nie wiedziała, o co chodzi i rechotała po prostu z balonika ;D

sobota, 10 lutego 2018

pamiętam totak-do kładnie twoich czarnych oczu bliskość

* Bo gwiazdkę tam, niżej zostawiłam.

Otóż nie tak do końca nie znoszę wszystkiego, co sułtańskie i arabskie, bo właśnie UWIELBIAM "Baśnie z 1001 nocy".
I chyba jutro sobie poczytam.
Tam nikt się nie pierdoli z poprawnością polityczną. Głowy tną na prawo i lewo, jak ktoś zasługuje, to zarzynają bez litości, skarbów po kokardkę, wszędzie przepych i bogactwo, a facet w domu rządzi.
Mój świat ;-)
Jako gówniara też się w tym zaczytywałam.
Muszę któregoś dnia usiąść w zielonym pokoju i wyciągnąć wszystkie książki z dzieciństwa.
Mikołajki, Mary Poppinsy, Wielkie przygody małego antychrysta, doktora Dolittle i inne.
O ile zakład, że się poryczę? ;-)

newaren dinsto ory

Przydałoby się powiedźmić, moje kochane Siostry w Czarach.
Nie jest to sprawa życia lub śmierci i jak nie wyjdzie (tfu tfu, nie ma takiej opcji!), to nic strasznego się nie stanie.
Ale na czymś mi bardzo zależy i wsparcie bardzo się przyda.
Jeśli każda rzuci po jakimś małym zaklęciu, w którym się akurat specjalizuje, to może się udać.
Rzucimy?
;-)

Ruda wczoraj rano weszła do pokoju, zerknęła na Niebieskiego Pottera w moich rękach i pokręciła ze śmiechem głową:

- A ty znowu z tą bajką, dzieciaku?
- Always - odpowiedziałam odruchowo.

I aż się do siebie uśmiechnęłam.

- Chcesz poczytać coś innego? Mam fajną książkę dla ciebie.
- Tylko błaaaaagam - złożyłam ręce - żadna z tych z zasłoniętymi twarzami. - nie znoszę, ale to po prostu nie trawię tego modnego ostatnio trendu na sułtanów, arabki, wspaniałe stulecia i baśnie z tysiąca i jednej nocy*.
- Nieeee, to o takiej plantacji, dziewiętnasty wiek, trochę niewolnictwa; spodoba ci się.
- No dawaj.

I dała.
Zaczęłam czytać jakoś przed obiadem i, z przerwami na gotowanie obiadu i kolacji, skończyłam czytać po drugiej w nocy.
Nie mogłam jej odłożyć takiej niedokończonej.
Po prostu fizycznie nie było to możliwe.
Czytała się gładko, język przyjemny, czuło się dobry styl i łatwość przelewania na papier tego, co autorka przelać chciała.



"Plantacja Somerset".
Nigdy w życiu sama bym jej nie wzięła do ręki. Ani okładka nie wyglądała zachęcająco, ani opis z tyłu książki nie powalał.
No jak wlazłam w to osadnictwo, tak nie mogłam wyleźć i, co oczywiste dla każdego, kto choć trochę mnie zna, całą resztę nocy śniło mi się niewolnictwo, Tara i jakiś motyw z Dr Quinn.
Jak powiedziała kiedyś Mig, to zdumiewające, że potrafię się na czymś tak zafiksować.

Czuję głód literatury wychodzącej spod pióra pani Leili Meacham i jestem niepocieszona, że w mojej ulubionej księgarni nie ma "Róż", które są dalszymi dziejami znanych mi już bohaterów.
Brak "Róż" spowodował gwałtowną potrzebę pocieszenia się i mój koszyk aktualnie zawiera 13 pozycji, które absolutnie muszę mieć.
AP! SO! LUT! NIE!

Ja w ogóle powinna mieć bana na arosie. Jakiś skrimer powinien wyskakiwać, kiedy tam wchodzę. Albo inny odstraszacz.
Kiedy nie wlazę, zostawiam małą fortunę.
Kiedyś, kilka lat temu, zamówiłam za jednym razem 68 książek.
Była przepiękna przecena, wszystko za 50 % i nie umiałam się powstrzymać.
Od tamtej pory regularnie, dwa, trzy razy w miesiącu siedzę na ich półkach i co raz klikam "dodaj do koszyka".
Genialna księgarnia. Nie dość, że fantastyczne ceny na co dzień, to jeszcze co chwila jakaś promocja.
I nie znam chyba tańszej dostawy - klikam na najbliższy kiosk RUCH-u i mam za 3,99. Już taniej się nie da.
Ciekawe czy da się sprawdzić w historii zamówień ile kasy tam zostawiłam. Podejrzewam, że mogłabym za to urządzić mieszkanie ;D
W zapowiedziach na marzec widziałam "Ciotkę Zgryzotkę".
NO KURWA NARESZCIE! Doczekać się już nie mogę!
(nie, nikt mnie nie sponsoruje :P uważam, że mają tak fantastyczne ceny, że należy im się dobre słowo)

A jeszcze z książek, to w czwartek, jak na chwilę zachorowałam, przeczytałam jedną z najukochańszych książek mojego dzieciństwa. Dostałam ją na gwiazdkę w 1991 roku.



Boooooże, jak byłam mała, marzyłam o takiej sukni, jaką ma w pierwszych scenach filmu Scarlett O'Hara. (No bo oczywiście, że lecąc na fali "Plantacji Somerset" dzisiaj na dobranoc oglądam "Przeminęło z Wiatrem"!)
 I jedną z pierwszych kreacji uszytych przeze mnie mojej pierwszej Barbie, była właśnie taka sukienka.
(A jedną z kolejnych, sukienka z bufiastymi rękawami Ani z Zielonego Wzgórza ;D)

wtorek, 6 lutego 2018

ajso defejs ofde hjuman dol

Nigdy nie należy marnować okazji, żeby opierdolić faceta.

Dziamgolę MFM-owi nad uchem, ujadam jak zawodowy pies na łańcuchu i wspinam się na wyżyny elokwencji, a potok przekleństw układa się niemal w trzynastozgłoskowiec.
Przerywam dla zaczerpnięcia oddechu i wtedy udaje mu się wtrącić:

- Ale mnie tam nawet nie było!
- ... - zatyka mnie na chwilę
- Przecież ja dopiero wczoraj wróciłem.
- No i co? Ale mogłeś być! - warczę nafoszona, bo przyłapana.
- Stłukłbym cię - mówi czule - ale nie ma po co, bo i tak już w środku jest ci wstyd.
- No i właśnie za to dostałeś opierdol! - dorzucam jeszcze niby zła, ale nie ma co się oszukiwać, uśmiech już mi drga w kącikach ust.

No bo tak.
Za darmo oni nigdy nie dostają.
To, że do tej pory nie wpadli, nie znaczy, że nie mają nic za uszami.
I to tylko moja nieudolność, że jeszcze nie wykryłam co.

niedziela, 4 lutego 2018

sołpli stapek splejnin dont telmi kołzic chorc

Chciałabym już wiedzieć.
Nie znoszę tej niepewności.

A poza tym kaszel mnie przyatakował. W domu i tak niemal szpital, bo oboje się rozłożyli.
Wchodzę wczoraj obwieszona reklamówkami z apteki w jednej ręce i torbą z cytrynami, pomarańczami, imbirem i cebulą  drugiej.

- Oooo, widzę, że planujesz pochorować - chrypi Padre na widok wypadającego właśnie na podłogę fervexu.
- Przy takim ładunku wirusów na metrze kwadratowym, to ja nie planuję. Ja wiem. I już się przygotowuję do walki.

No i właśnie sobie kaszlam radośnie.

Znalazłam w pudłach swoją pierwszą Barbie. Nie macie pojęcia, jak mi się gęba zaśmiała.

jeś lity niepo możeszdziśmi łoś ci

Za chwilę Tłusty Czwartek.
Może powinnam rozebrać choinkę?

dujube liiiiiiwde low afta low

Rozpisałam sobie tabelkę w excelu i radośnie uzupełniam przepisy, kalorie i spadające kilogramy.
Spadają całkiem ładnie i gdybym nie bała się wykrakać, to powiedziałabym nawet, że odrobinę za szybko.
Nie! Pierdolę! Nie za szybko.
Przy tak dużej masie, początkowa utrata zawsze jest spektakularna.
Za to później następuje zastój, który rozpierdala wszystkie dobre chęci i plany.
Dlatego na razie trzeba się bardzo cieszyć.
Więc się cieszę.
W ogóle to jest śmiesznie, bo po raz pierwszy, odkąd zaczęłam się bawić w odchudzanie (ładnych kilka lat temu), to nie traktuję tego jedzenia jako diety.
Jest bardzo smacznie i nie tęsknię za chlebem.

Co do sportów i spacerów, to codziennie rano robię 1200 metrów szybkim spacerem.
Ot, po prostu tyle mam do autobusu.
Gorzej jest potem, bo już się nie ruszam. Wracam do chaty późno, po siedemnastej. Pierwsze, co trzeba zrobić, to kolacja, żeby jakoś po osiemnastej było można zjeść.
Dalej przygotowanie obiadu na drugi dzień, bo obiad zabieram do pracy. I trochę już nie mam kiedy ćwiczyć.

A wszystko to powyżej opisuje dokładnie jakim leniem jestem.
Bo gdybym chciała, gdybym się nie leniła, to dałabym radę poćwiczyć.
Do serialu zamiast siedzieć z robótką czy koralikami, mogłabym wskoczyć na rowerek stacjonarny - MAM! Igor mi kiedyś kupił! - no więc mogłabym wskoczyć i pedałować przez dwa odcinki.
Ale jak mówię - jestem leniem. Zwyczajnie.
Umiem się do tego przyznać.

A dziś na śniadanie zmiksowałam mrożone jagody, świeżą pomarańczę, pół kubeczka jogurtu i trochę mleka.
Taki koktajl zapycha już od samego patrzenia ;-)
a smakuje jak nektar

sobota, 3 lutego 2018

fa ceet toś finia

Ktoś mi ukradł styczeń.
Co jeszcze? Przez to gggupie dietowanie, musiałam nauczyć się lubić gorzką czekoladę.
A z reguły nie lubię, bo jak chcę czegoś słodkiego, to to ma być słodkie!
A nie oszukaństwo.
Niestety, czasem chwyta mnie ochota na słodkie. Całe życie twierdziłam, że ja jestem dziewczyną słonych przekąsek, a nie cukierków, ale jak widać - organizm się od czasu do czasu domaga.
No i wyjściem jest albo torba suszonych śliwek i morelek, albo ta nieszczęsna czarna i gorzka czekolada.
Serdecznie nie znoszę suszonych owoców.

A sama dieta ma się świetnie.
Jutro kończę czwarty trzeci! no przecież, że trzeci. Merdają mi się daty. Więc jutro kończę trzeci tydzień, a na wadze minus dziewięć kilo.
Jestem przezadowolona, przezachwycona i przepełna nadziei, że uda mi się to co najmniej utrzymać.
Wciąż za to nie mogę się przekonać do sportu.
Nie. No kurwa nie!

sobota, 20 stycznia 2018

feliczita etrmensi permano darelon tano

Ach, bo zapomniałam.
Czwartek - 1857 kalorii
Piątek - 1364 kalorie

Piątek za mało.
W zasadzie to nawet nie wiem jaki cudem tak mało. Może to przez zupę na kolację.
Ugotowałam na wywarze z chudego mięsa kurczaka.
Bulion, jedna czerwona papryka, jedna żółta papryka, kilka łodyżek selera naciowego, poszatkowana kapusta i czerwona cebula. Klasyczny spalacz tłuszczu. W dodatku bardzo mało kaloryczny.
Ale nie czułam głodu, więc chyba nie było źle.
Dziś też kolacja będzie taka sama, bo żal mi będzie wylewać, jak się zmarnuje.
A nie!
Powinnam dodać jeszcze kalorie z orzeszków sojowych, które sobie zrobiłam.
Zaraz przeliczę.
No tak. Soja chyba jest bardzo kaloryczna ;-))

Piątek - 1746 kalorii.
Czyli tak jeszcze do przyjęcia.

Orzeszki sojowe są bardzo proste do zrobienia.
Ugotowaną soję wrzuca się w przyprawy - sól, paprykę, można zioła - i potem piecze w 180 stopniach, aż się lekko przyrumieni.
Kurde, przekąska naprawdę na miarę panierowanych orzechów czy innych czipsów.

nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeewiiiiiiiiiiiiiiiiii dzialna dłoń osłoni mnie

Najbliższa książka, strona 45, pierwsze zdanie - opisuje życie seksualne na 2018 rok.

Jednak przypomniał sobie, że Corinne wykonała test, kiedy był w domu.

Żaden dobry komentarz nie przychodzi mi do głowy.

*** *** ***
Rok temu:

- Ale...
- Muszę z nim pogadać.

Yhym ;-))
Mój seks znowu będzie polegał głównie na gadaniu.
Wzięłam dwa zdania, bo z tego "ale..." zbyt wiele się nie dało wyczytać ;)

*** *** ***
Dwa lata temu:

- A zamknąłeś oczy?

Tjaaaa, zamknął.
Na całą mnie zamknął.

*** *** ***

Przed rokiem proroctwo było po prostu KLUCZOWE!
Muszę z nim pogadać.
O kurwa jak bardzo prawdziwe!!
A właśnie rozmowy nam zabrakło. I brakuje do dziś.






nat chodzinocko mettttty og nistychmete o rówdeszcz

No dobrze.
Ale czy jest wśród fanów Harry'ego Pottera ktoś, dla kogo to właśnie Harry Potter jest ulubioną postacią? ;)

Ja sama też mam innych ulubieńców.
O pierwsze miejsce w moim sercu wciąż walczą Lupin i Syriusz.
Z roli damskich bezspornie najwyżej stoi Molly Weasly. Nie ma konkurencji już od pierwszej strony, na której się pojawia na dworcu King's Cross i radzi Harry'emu jak pokonać barierkę.
Uwielbiam McGonagall - na starość też taka będę. Podoba mi się postać Snape'a, ale o nim nie będę się rozpisywać, bo kocha go chyba każdy fan Pottera.
A czy lubię Harry'ego? Oczywiście, że lubię. Ale jakoś nigdy nie był moim faworytem.
Trochę to mnie śmieszy.

środa, 17 stycznia 2018

on zim nyon zim ny onago rą ca onnie chce on nie chce

Kalorii 1887.
Filet z indyka, oliwa z oliwek, jogurt, orzechy - drugi dzień zdrowo.
W pewnym momencie zgłodniałam w pracy, ale wypiłam jogurt i przeszło.
Nienawidzę jogurtów, białych serów, kefirów, wiejskich serków - wszystkiego tego, co każda fit-niunia spożywa na śniadanie, drugie śniadanie i jeszcze się oblizuje.
No kurwa nie!

agdyby mbył krogulcem

Zimno mi i jestem niewyspana.

Oglądam "Downton Abbey" i nadal mam tak samo - nie chcę być arystokratką. Marzę o tym, żeby być pokojówką, ścielić łóżka jaśnie państwu i mieć jasno zakreślony zakres obowiązków.
W poprzednim życiu musiałam być kimś w rodzaju Pani Patmore ;-)

Lubię wracać do starych seriali. Przymierzam się na przykład do "Californication" z tym oszołomem Hankiem Moodym.
Aaaaaaaaapropo Hanka!
Nowe odcinki "Z Archiwum X" mnie rozczarowują.
Serio.
Choć nie sądziłam, że to kiedykolwiek powiem. A co dopiero napiszę publicznie!
Mam wrażenie, że twórcy chcą za dużo upchnąć w zbyt krótkim czasie. Że mają czas antenowy na dziesięć odcinków, a chcą pokazać wszystko.
Kiedyś, kiedy kręcili tak naprawdę nie wiedząc, kiedy będą kończyć, mieli czas na dopracowanie każdego szczegółu. Każdego wątku.
A tu?
Poza tym no kurwa brawo za ucieczkę w kajdankach przez uzbrojoną po zęby watahą zabójców!
No błaaaaaaagam...