sobota, 15 kwietnia 2017

ajsi faaaa ajer insajde mał ntejn

To nigdy nie jest książę na białym koniu, prawda?
To nigdy nie jest ten wymyślony, wymarzony, wytęskniony.
To jest ten, który na co dzień wkurwia, pyszczy, kłóci się i doprowadza do szału.
A od czasu do czasu tak spojrzy
ale to taaaaaak spojrzy! że kolana miękną
i serce mięknie
i wszystko mięknie i mózg się roztapia
A zaraz potem tak dopierdoli jakąś szpilę, że w piety idzie i twardnieje nie tylko kolano, ale i pięść, którą mu wymachujesz przed nosem.
Ale to zawsze jest ten ktoś, co nie?
A kiedy zdasz sobie sprawę, że z nim nawet najgorsza praca jest czystą przyjemnością, to właśnie ten moment, kiedy powinnaś mu to powiedzieć.
Bo kurwa możesz sobie przejebać życie.

czwartek, 13 kwietnia 2017

bi'ar gest bi'ar gest bi ar gest

Szkoda, że nikt mi nie powiedział, że "Piękna i Bestia" to musical.
NIENAWIDZĘ musicali. 
Dwie zabawy z tej serii trafiły mi w gust. "Notre Dame de Paris" z Garou oraz "Romeo i Julia" z piosenką. To jest zresztą jedna z moich ulubionych piosenek ever.
No.
Więc innych musicali nie trawię i filmowa wersja pięknej bajki animowanej zupełnie mi nie podpasowała. Szczęście, że nie poszłam do kina.

Za to "Pasażerów" obejrzałam z przyjemnością. 
Wyłączając oczywiście fragment, w którym główny bohater trzyma na smyczy cały kosmos i siłą własnych mięśni łączy stalowe elementy, nad połączeniem których tu, na dole, pracował pewnie cały zastęp strongmanów.
Ale nie zgrzytało jakoś straszliwie. Uśmiechnęłam się trochę, bo w końcu to fantazja, więc nie można przesadzać z oczekiwaniami.

"Dziewczyna z pociągu" znudziła mnie tak masakrycznie, że jestem wściekła o te stracone kilkadziesiąt minut.
Zero napięcia, jak dla mnie, sorry.

Oooch, jak on się tu uśmiecha....



środa, 12 kwietnia 2017

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

nabę ben kuciiiiii cho gra

Właśnie umyłam okna w salonie i ze zgrozą oglądam swoje paznokcie.
Caaaaały lakier poszedł wpizdu!
Ale za to szczęśliwa jestem, bo to były te najgorsze okna. Cztery takie podwójne, od sufitu do podłogi, każde jak drzwi balkonowe. Zbierałam się do nich od czwartku.
Co prawda pogoda nie sprzyjała i miło było na nią złożyć całe lenistwo, niemniej jednak wciąż mi wisiały te okna w głowie.

Wyszłam na dolny taras i tak mi powiało burzowym powietrzem, że aż pobiegłam na górny, rozglądać się po niebie nad lasami i łąkami. Ale nie. Nigdzie nie widzę chmur.
Chociaż drzewa się mocno kołyszą.

Nieuchronnie idzie do zmiany laptopa.
Przysięgam, płakać mi się chce. Nie znoszę wymieniać domowych sprzętów. Komórkę mam sprzed siedmiu lat i nie zamierzam jej zmieniać, póki mi się nie rozsypie w proch.
Taaaak, mam ją od 2009 roku i nie jest to żaden smartfon czy inny ejpel.

A jutro idę z Małą buszować w sklepach plastycznych.
Myślę, że to dobry pomysł: wziąć gotówkę, a karty zostawić w domu

niedziela, 9 kwietnia 2017

domi soldo dosolmido

Czytam tę ""Sprężynę" i co dwie kartki muszę robić przerwę, żeby pomrugać szybko powiekami.
Wiele wątków mnie rozczulało, wiele doprowadzało do naprawdę szczerego śmiechu.
Ale w całej Jeżycjadzie nie ma bardziej rozpaczliwych i wyciskających łzy słów, niż to bolesne pytanie, zadane przez Ignacego Borejkę na wieść, że Gabrysia miała wypadek: Dlaczego ktoś zrobił jej krzywdę?!
Naprawdę, nie przypominam sobie, żeby jakiekolwiek zdanie w którejkolwiek z powieści wywołało u mnie podobną fontannę łez.
Czy to w filmach, czy w książkach - nieszczęścia się zdarzają, bohaterowie sobie z nimi radzą albo i nie, wychodzą z wypadków albo i nie, zdrowieją albo umierają. I wzrusza mnie to, owszem.
Jednak za każdym razem coś we mnie mówi, że przecież to tylko fikcja. Jasne, umiejętnie opisana, zagrana, ale tylko fikcja.
A w przypadku "Sprężyny" nie mogę.
Nie potrafię sobie tego tak wytłumaczyć.
Za każdym razem połamana Gabrysia, a raczej reakcja jej bliskich, szarpie mnie za serce i powoduje, że aż się w sobie kurczę.
No bo jak to?
"Dlaczego ktoś zrobił jej krzywdę?!"

sobota, 8 kwietnia 2017

ooo nrakie tołu cieka

Chciałabym mieć JEDNO hobby.
Niestety, frotka minimalistką nigdy nie była i hobby frotkowe walczą ze sobą o pierwszeństwo wykonywania od zarania dziejów.
Wszystkich naraz nie da się uprawiać, bo się zmysły pierdolą, a właścicielka dostaje szajby.

No bo jak wybrać?
A co gorsza: jak pogodzić?

czytać?
pisać?
oglądać filmy?
spać?
kolorować?
koralikować?
szydełkować?

nie!da!sie!
Jak pierdolnięta wyznaczam sobie czas na kolejne czynności. Już pisałam, że w miarę mogę pogodzić oglądanie serialu z szydełkowaniem, ale już do koralików włączam stare filmy, które znam, bo na tych małych dziadostwach muszę się bardziej skupiać żeby się igłą nie podziabać.
Czytanie mogę połączyć jedynie z jedzeniem, a to racze niewskazane hobby przy mojej figurce. Buddy ;D

Z dwóch tygodni, bo w poprzednim nie przeczytałam ani jednej całej.
Więc sumuję dzisiaj.

19. Remigiusz Mróz: Inwigilacja.

Ujął mnie skurkowany tą Chyłką i koniec.
Nie wiem czy pisałam, że takiego zakończenia mniej więcej się spodziewałam. Nie rozwinę się w temacie, bo może nie każdy już przeczytał.
Ale ja mam tak osobisty stosunek do tej baby, że nawet jak mnie autor nie będzie w stanie zaskoczyć zakończeniem, to i tak już pozostanę mu wierna.
Serduszko Moje mówi, bo pożyczyłam mu całą swoją kolekcję, że ta wojenna seria jest bardzo dobra i że się uśmiał widząc moje wkurwione "wstyd, panie Mróz" nabazgrane tuż przy błędzie ortograficznym.
Nie wiem.
Naprawdę nie wiem. Ja uparta jestem, a chciałabym przeczytać. 
Ale co, jak znajdę kolejny błąd?

20. Małgorzata Musierowicz: Język Trolli.
21. Małgorzata Musierowicz: Żaba
22. Małgorzata Musierowicz: Czarna Polewka.

No bez komentarza, tak?

23. Dan Brown: Kod Leonarda da Vinci.

Powtarzam, bo ostatni raz czytałam osiem lat temu. 
Jestem zafascynowana sposobem pisania pana Browna nie mniej, niż sposobem, w jaki dzieli akcję, jak umieszcza rozdziały i jak to robi, że ja przez jego książki przelatuję jak szatan.
No i osobiście wierzę, że na "ostatniej wieczerzy" naprawdę jest jezusowa żona.

Nie chce mi się robić zdjęć. 
Może potem.

Wydałam kupę monet i aż mi odrobinę wstyd.
Ale tylko odrobinę, bo kurwa mać, po to chyba zarabiam, żeby sobie jakieś przyjemności robić?
Mam wydawać tylko na bilety na autobus i żarcie?
To po co pracować? Jak będę dorosła, to będę oszczędzać :P

- Jaki ty masz piękny lakier! Uwielbiam taką czerwień.
- A, bo jak malować, to kobieco.
- A gdzie robisz paznokcie?
- W domu.
- Sama? Masz zestaw?
- Jaki zestaw?
- Do żeli.
- Ale ja nie noszę żeli.
- TO SĄ TWOJE PAZNOKCIE???

No. Moje. ;D

czwartek, 6 kwietnia 2017

dejwi deeeeeeeeeeeeeeej wi kroket

Jak się potężnie kichnie podczas mycia zębów, jeszcze z buzią pełną pasty, i w dodatku nie zdąży się wyjąć szczoteczki i ona przeleci przed oczami i pierdyknie w lustro, to o wiele łatwiej jest podjąć decyzję o myciu łazienki.
Mery krysmassssssssss...

łel kom tuałrfa militajm

Właśnie mi zagrzmociło.
Aż się pycho zaśmiało. Pierwsza burza w tym roku.

Z kim ja gadałam w komentarzach niedawno, że nie znoszę lepszego? Że to wróg dobrego?
Bo właśnie szukam sobie do obejrzenia online "Króla lwa" i mi wszędzie wywala z tą nową zjebaną piosenką początkową.
Komu kurwa przeszkadzał ten pierwszy "Życia krąg"? Wszędzie muszą wpierdolić paluchy i pozmieniać. I jeszcze jakby na coś fajnego! Nie, kurwa! Jakieś pseudopoetyckie wynaturzenia.
Zjeby pokurwione.
Kto jest w ogóle autorem tej pomyłki przyrody? I dlaczego nikt go nie przebadał psychiatrycznie?

A wogle to na czym teraz ogląda się filmy online? Jak zamknęli kinomaniaka?
Wiem, wiem, znam ten żarcik: na komputerze!
Ale serio pytam. Zalukaj chodzi jakby chciało, a nie mogło, na cda nie ma starych seriali.
Ktoś-coś? Nie pytam o te, gdzie trzeba się rejestrować albo wykupić konto. Nie dla mnie takie zabawy. Wystarczająco dużo chodzę do kina, żebym mogła popiracić z serialami. Tym bardziej, że ja telewizora nie posiadam od wielu lat, więc nawet gdyby kablówka coś puszczała, to nie mam jak oglądać.

Kupiłam dzisiaj "Sprężynę". Moją starą oczywiście ktoś zajebał i nie chce się przyznać. Przysięgam, powinnam wreszcie zacząć spisywać co i komu pożyczam.
O, właśnie, mig, jak się nazywa ta książka, która mi przywiozłaś, jak u mnie byłaś? Zatonęła mi w morzu moich na półkach i za chuja nie mogę sobie przypomnieć tytułu.
Ta wiesz, co miała stać u mnie, a Ty miałaś wiedzieć, że ona jest u mnie ;)

No więc "Sprężyna" zaginęła mi w akcji, a ja kończę poprzedzający ją tom i trochę by chyba mnie szlag trafił, gdybym musiała pominąć coś z serii.
Kiedyś, jak byłam mała i nikomu nie pożyczałam książek (do dziś zresztą tego nie lubię), to naprawdę miałam w każdej włożoną kartkę, taką jak były w bibliotekach, z tabelkami na datę i nazwisko komu pożyczam. Tylko że jak ja byłam gówniarą, to moi rówieśnicy nie bardzo czytali i nie było z kim się bawić w wypożyczalnię.
Dzisiaj mogę się pobawić co najwyżej w niegrzeczną bibliotekarkę, if you know... ;->
Bosz, jaka ja pojebana byłam jako małolata.
Miałam na przykład własny dziennik w podstawówce, fakt że głębokiej - może trzecia, czwarta klasa - i zapisywałam skrzętnie każdy stopień jaki otrzymał każdy z mojej klasy.
Oczywiście dziennik samoróbka! Uwielbiałam je robić.
Doklejać ten wihajster na wewnętrzną stronę okładki zeszytu, ten zaginany do środka, wypisywać tam nazwiska, potem smarować tabelki i kratki na kolejnych stronach, bawić się kolorowymi długopisami, typu: z klasówki oceny czerwone, z odpowiedzi niebieskie, a z pracy domowej czarne.
Ale jobla miałam! Aż dziw, że mnie lubili.
Bo nie dość, że te dzienniki i inne zabawy w bibliotekarki, to jeszcze uwielbiałam czytać, uczyłam się tak dobrze, że się nie uczyłam, miałam czerwony pasek na wszystkich świadectwach aż do skończenia podstawówki; i to ze średnią powyżej pięciu, a nie że 4,6 - jak kiedyś było.
Fakt też, że napierdalałam w kosza jak szatan, plułam na odległość na równi z chłopakami i tak samo jak oni klęłam jak nieślubne dziecko szewca. Może to równoważyło bycie mózgiem?

Czytanie do dziś mi zostało. Tak samo jak uwielbienie dla wszystkiego, co papierowe i związane z rysowaniem, kreśleniem, pisaniem i tymi okołoszkolnymi zabawami.
Dobrze chociaż, że już nie przeklinam, co nie? ;P

adżasłona bijo cziki czi ki

Dawno nic nie pierdolnęło w Greysach, nie?
Mam na myśli coś w typie katastrofy promu albo tego szaleńca z pistoletem, co wypolował pół szpitala.
Nie zwykłe krwotoki czy wypadki dwóch samochodów.

Idę na zakupy. Nie żeby mnie jakoś szczególnie było stać na szastanie kasą, ale muszę coś maluchom na zajączka kupić.
Dałaby mi Starsza "malucha", gdyby to widziała! Co zresztą jest prawdopodobne, że zobaczy kiedyś, bo ostatnio jak mnie namawiała do założenia jakiegoś zdjęciowego szitu na telefonie, to rzuciła, całkiem naturalnie zresztą,

- Bo ty prowadzisz bloga, tak?
- Yyyy... noooo tak...
- No. To mogłabyś go sobie powiązać...
- O chryste panie dzieciaku drogi! Ja nie chcę wiązać nic prywatnego z tym blogiem! Błagam cię!
- Nie, no myślałam, że może będziesz chciała.

Ale muszę ją podpytać o te inne zabawki w necie.
Ona jest obcykana w tym, jak ja w świecie pottera.

No dobra.
To idę po jakieś perfumy. Ostatnio zostałam dość porządnie zasilona kasą pt. "tylko wydaj na przyjemności i na siebie", więc idę.
Luknę co się teraz nosi jako zapach.
Widziałam perfumy w kształcie buta. Szpilki konkretnie.
W OGÓLE TO DO MNIE NIE TRAFIA!
Zakład, że wcale nie pachną? Im bardziej pokurwiony kształt, tym większą desperację wyczuwam w twórcy. Żeby się sprzedać. Zakłuć w oko. Przyciągnąć.
Jestem pewna, że zapach tutaj sam się nie broni.

środa, 5 kwietnia 2017

in tu dełotar intu deczru

O, kurwa!
Będzie nieźle.

Za sprawą pierwszego odcinka odmłodniałam o dziesięć lat.
Błyskawicznie przeniosłam się w czasie do momentu, w którym siedziałam przy stacjonarnym komputerze, w rogu odpalone miałam okienko GG*, na stole parowała zielona herbata (której, nota bene, nie piłam chyba już z pięć lat i koniecznie muszę do niej wrócić), smarowałam namiętnie na blogu - jeszcze fioletowym, na blog.pl, stworzonym przez nieodżałowanego Yano - a w tle leciała ścieżka dźwiękowa z "Króla Lwa". Bez przerwy jej wtedy słuchałam.
Miałam włosy do tyłka, jędrniejsze cycki i gładką cerę. I byłam grubsza od siebie z dzisiaj o 20 kilo ;-)
Pyszczydło mi się śmieje.
Niemal po każdym odcinku wymieniałyśmy z crazy dziesiątki SMS-ów. Obie zakochane do granic możliwości w Michaelu ;-)
Jesssssu, ileż razy on mi się śnił! Tobie crazy też, co nie? Byłam wtedy z Adamem
okurwa! byłam wtedy z Adamem!
Chyba nikt tu, z teraz obecnych, nie pamięta Adama, co? Pięknie nam było razem. Pełnie. Radośnie.
I chrystepanie! Ja nie znałam wtedy MFM-a! Zupełnie!
Nie wiedziałam o jego istnieniu i w ogóle nie przypuszczałam nawet, że ktoś do tego stopnia będzie w stanie zawrócić mi w głowie i sprawić, że tak bardzo złagodnieję. Bo ja kiedyś byłam zołzą.
Ale to taką zołzą z prawdziwego zdarzenia Z niewyparzoną gębą, z wkurwem w oczach i taaaaaaaakim wpiździemaniem, że klękajcie narody i wszystkie dzisiejsze nastolatki.
Wtedy pisałam bardzo regularnie. Kilka razy dziennie nawet. Nie wiem jaki z tego wniosek na dziś. Mam mniej czasu czy jestem bardziej leniwa?
Na blogach byłyśmy wszystkie, nikt nie znał jeszcze vlogowania, mało kto się umieścił na fejsbuku, a całe wirtualne życie prowadziłyśmy w komentarzach to u jednej, to u drugiej.
Popularne były blogowe spotkania, czasem z dziećmi inside :)
Heniek kasi gabrołkowej, Antek alicji nie-po-kolei, Adaś u karo.
Pamiętam te wszystkie brzuchy i mam nawet ich zdjęcia ;-) i przysięgam - łzy w oczach od samego pisania o tym.
Nigdy bym nie powiedziała, że za sprawą internetowych dzienników zawiążą się prawdziwe przyjaźnie. Które w kilku przypadkach trwają do dziś.

I wtedy na czasie byli też "Chirurdzy".
Pamiętam, jak z ER gładko przeszłam do greysów i jak wszyscy pukali się w czoła, że oglądam kolejny serial medyczny dla panienek zamiast House'a.
A ja do House'a nigdy nie mogłam się przekonać i kiedy niemal każdy w realu i w necie szalał za tym nie do końca normalnym doktorkiem, ja wzdychałam do Makdrimiego ;P
Zresztą do dziś z House'a obejrzałam tylko trzy odcinki pierwszej serii.
A skoro już szokuję, to Losta ani jednego odcinka ;-))
(tu stos, płomienie i przywiązana do kołka na środku frotka:P)

Ale Prison Break do końca życia będzie mi się kojarzył tylko z dwiema dziewczynami.
Z crazy, z którą to właśnie zabijałyśmy się SMS-ami po każdym odcinku (nie tylko zresztą na temat Prisona; pamiętasz, że wisisz mi swój sparkling pager na kilka godzin? :D)
I z sistermoon, która jako jedyna nie zakochała się w Michaelu, tylko w tym troglodycie Burrowsie. Prawdopodobnie w myśl zasady, że łobuz kocha najmocniej :D.
Kiedy nie odpalę filmu, nie trafię gdzieś na któregoś aktora, nie mówię o nich - zawsze stają mi przed oczami one.
Fantastyczna sprawa, bo przecież z jedną w ogóle się nie znamy, nie widziałyśmy na oczy. A jakiś taki sentyment mam.

Rrrrrrrany, crazy, pamiętasz?
Jak byłam pierwszy raz u Was, to Gabrysia miała kilka miesięcy, a o Zuźce jeszcze nawet nie myślałaś.
A ta MAŁOLATA!! Paulina śmigała z krótkimi włosami. Pamiętasz? Kiedy przyjechałam drugi raz, to jej nie poznałam, bo włosy sięgały jej aż do ramion.

Tak.
Zdecydowanie dobre wspomnienia mnie dziś dopadły po pierwszym odcinku najnowszego sezonu naszych zbiegów.
Nie umiem powiedzieć nic o poziomie - to jednak pierwszy odcinek.
Z jednej strony nienawidziłam trzeciego sezonu, bo cały rozgrywał się w tej obrzydliwej Sonie - uważam że był najgorszy ze wszystkich i dopiero czwórka zwróciła nam odpowiedni poziom.
Więc ciężko mi na razie wyrokować, bo zapowiada się, że ten sezon w dużej części również rozegra się w dziwnym więzieniu.
(nic nie zdradzam, w końcu cały pierwszy też był za kratami, więc to nie zaskoczenie :P)
A z drugiej strony, kiedy zobaczyłam Sarę, Sucre, Lincolna i wreszcie Michaela - aż mnie ciary przeszły. Z każdym razem tak samo intensywne.
Podskórnie czuję, że może być nieźle, szczególnie po ostatniej scenie.
W ogóle, to taki Michael chyba mi się bardziej podoba.

_________
*czy ktoś używa jeszcze dzisiaj gadulca?

niedziela, 26 marca 2017

ambeeeed am bed

Ja to mam takie małe pytanie:

Czy ktoś w tym roku utopił jakąś Marzannę?
Choćby najmniejszą?
Lalkę może chociaż?
Pacynkę?

Bo może to dlatego w ubiegłym tygodniu sąsiad musiał zdzierać lód z szyb w samochodzie?
A mój termometr lekko zwariował i pokazał sześć na minusie?
Może naprawdę Wiosna się wkurwiła, że w tym roku nie puściłam z dymem żadnej kukły i nic nie wsadziłam pod wodę?

Nie wiem, nie wiem.
Bo już naprawdę, skoro JA pytam kiedy będzie słoneczko, to znaczy, że coś się Przyrodzie lekko popierdoliło z tą jesienią.
Ja uwielbiam, serio, uwielbiam deszcz, wiatr i ponure niebo.
Naprawdę jestem wielka entuzjastką.
Ale żeby był koniec marca, a ja dopiero raz mogłam przejść się po mieście w krótkim rękawku? Niewiarygodne.

I żeby nie było! Nie narzekam!
Absolutnie! Wiem, że w połowie lutego pożałowałabym, gdybym narzekała, ino świst!
Ja się po prostu dziwię.

łeńju kamin chołm garaj donnoł łen

A jeśli pan Mróz nie jest jeszcze zajęty, to ja się z nim chętnie ożenię.
Różnica wieku między nami nie będzie większa niż między Zordonem a Chyłką.
W życiu nie bałam się tak bardzo przewracać ostatnie kartki książki!
(szczególnie, że się domyślałam już od połowy)

Nigdy nie nauczę się pewnych rzeczy.
Kółeczko czy trójkącik - która to damska toaleta.
Która to ulica Waszyngtona, a która Wyszyńskiego w moim mieście.
W którą stronę się zakręca, a w którą odkręca korek w mojej nowej wannie.
Że nie powinnam jeść białego pieczywa, szczególnie typowo pszennych bułeczek. 
I że nie pisze się pełnych wyznań SMS-ów po pijaku. Szczególnie do osób, które się nieprzytomnie kocha.
Ale najważniejsze, czego powinnam się nauczyć, a nie potrafię od 
w zasadzie od zawsze
Więc najważniejsze, co muszę wreszcie pojąć, to że sytuacja, kiedy zaczyna mi zależeć za bardzo, to już za daleko. I że to tak naprawdę ostatni moment, kiedy powinnam dać sobie spokój. Przestać walczyć.
Aurora w tym momencie pewnie by się pogardliwie roześmiała i powiedziała, że żeby można było mówić o jakiejkolwiek walce, musiałabym przynajmniej zacząć coś robić.
Ale to nieprawda.
Ja walczę. Na swój sposób walczę. Może za mało agresywnie, bo uważam, że w niektórych przypadkach jest to poniżające, ale jednak walczę.

Hakerzy, informatycy albo po prostu ktoś, kto się na tym zna!
W jednym z odcinków "Przyjaciółek", starym oczywiście, Anka śpiewa z Julką piosenkę Golden Life: 24.11.94.
Czy jest jakiś program, który może mi to wyciąć i przerobić na mp3? Albo może ktoś gdzieś widział do pobrania?
Na chomikach nie ma, na youtube nie ma, na torrentach nie ma, nie widziałam nigdzie online.
Będę wdzięczna za info na mail.
frotka.w.ultraviolecie@gmail.com

No i tęsknię za Potterem.
Chyba już czas.

sobota, 25 marca 2017

jużdo powrotugłos trąpkiwzy wa

Nie przeczytałam w tym tygodniu ani jednej literki.
Nowa dostawa książek wylądowała bezpiecznie na półce, już nawet nie chce mi się zdjęcia wrzucać, a ja nie przeczytałam nic.

Absolutnie, ale to absokurwalutnie nie nadaję się do sprzątania.
Tak jak jedna księżniczka miała siniaki na dupie od spania na grochu, tak ja mam odciski na palcach od mopa.
Szietmadafaka.
Księżniczka pieprzona taka ze mnie.
Ale za to mam błyszczące podłogi, lśniącą łazienkę na górze i w miaaaarę ogarniętą kuchnię.
Rzuciłam na tydzień dukana.
Musiałam odreagować, a to był jedyny bezpieczny sposób, jaki mi przyszedł do głowy - po prostu zjeść coś pysznego.
Pocieszyć się dobrym jedzeniem.
Tak. To już jest zaburzenie odżywania. Wiem.

sobota, 18 marca 2017

kłitple jingejmsin majchart

Nie chce mi się iść po aparat.

17. Małgorzata Musierowicz: Kalamburka.

Najsłabsza i najnudniejsza książka w całej Jeżycjadzie.
Wiele razy ją czytałam, ale za żadnym nie mogę się do niej przekonać i nie znajduję w niej nic ciekawego.
Cóż, jest częścią serii, więc czytam jak najszybciej, żeby przeskoczyć do kolejnej pozycji.

18. Harlan Coben: Już mnie nie oszukasz.

Zapomniałam już, jak bardzo lubię jego pisanie. Nawet jeśli nie ma mojego Wina :)
"Już mnie nie oszukasz" przewrotnie, choć jak zawsze u tego autora, oczywiście mnie oszukała.
W połowie książki, jak to ja, byłam pewna kto jest pozytywnym charakterem, a kto negatywnym (choć mój typ okazał się strzałem w dychę; choć raz! :P) i oczywiście doskonale wiedziałam kto zabił.
Tak samo oczywiście pod koniec książki okazało się, że bardziej taboret ze mnie niż detektyw, bo zabił zupełnie ktoś inny, ale wieeeecie, to Coben.
On mnie zaskakuje w każdej książce.
Historia jest o pani żołnierz, której mąż zostaje zastrzelony (czego pani żołnierz jest świadkiem) i kręci się oczywiście wokół wykrycia zabójcy.
Jest ciekawa.
Mogłabym pomarudzić, bo zostałam straszliwie rozpieszczona przez Fitzka, ale nie będę.
Nie będę, bo Coben pisze naprawdę świetnie.
Muszę wrócić do poprzednich książek, szczególnie tych z moim ukochanym Winem, bo nie pamiętam dokładnie żadnej historii.

otpowie dziszuuuukaaaj cza sujestakwie le

W moich Krasnalach cudowne jest to, że oni się w tańcu nie pierdolą.

- Frocia? Ty celowo te cycki tak wywaliłaś? Żeby mi cały czas wzrok na nie uciekał?
- Aaaaaaadaś, no coś ty - podciągam lekko bluzkę do góry - no prooooooszę cię...
- Ty ochujałeś, Adam? - warczy na niego Metys - Ty pedał jesteś?! Frota, zostaw ten dekolt! Chociaż popatrzymy sobie.

*** *** ***

- Kryzys, chany ty moje, może porozmawiamy o twoim alkoholizmie? - pytam obejmując go czule.
- Dobrze. A co masz do polania?
- Kryzys, ja nie żartuję! Ostatnie nasze dwie rozmowy, to były twoje telefony po pijaku...
- Weź się, Frota!
- Nie, kochanie, nie "weśsiefrota"! Ja się naprawdę martwię!

Ścinka, warczenie, o chuj ty się przypierdalasz!, a ile ty kurwa pijesz, bla bla bla.

- Frotuś, kocham cię. Żona się nie interesuje, teściowa się nie interesuje, a ty jedna mnie opierdalasz.
- Kryzys! Kurwa! To chore...
(dalej to nasze prywatne rozmowy)
- Naprawdę cię kocham, Frocia.
- Ja też cię kocham. Nie pij.
- Chyba, że z tobą?
- Chyba, że ze mną!

Wariat mój kochany :)