sobota, 24 czerwca 2017

la bauł la pell letindie

Tydzień temu, po tym, jak zlazłam z dość niewysokiej góreczki, obudziłam się z zakwasami na dupie.
Płakałam ze śmiechu, no bo na litość boską!
Co ruszyłam się jakoś mniej uważnie, o od razu mnie przeginało w którąś stronę. Aaaaaale!
Ale dzięki temu wiem
po pierwsze, że mam mięśnie na pośladkach czyli jest szansa na dupcię w stylu J.Lo
po drugie, że mam kondycję siedemdziesięcioletniej staruszki, która dopiero co wstała z łóżka po operacji biodra

Nic to.
Umówiłam się z Ptyśką, że przed kolejną wizytą na pagórkach, poćwiczę na bieżni z tym przechylonym chodniczkiem.
Zakwasy zeszły mi po trzech dniach.

Dziś natomiast umówiłam się na coś, przy czym włażenie nawet na kilimandżaro wydaje się fraszką.
Idę mianowicie popilnować dzieci Igora.
NIE MAM POJĘCIA JAKIE ROZRYWKI PRZYGOTOWAĆ!
(na wszelki wypadek biorę nóż, gdyby mnie przywiązały do krzesła)

(jaka piosenka jest w tytule? 
;D)

daj daj tejdzief czynie czyste ręce ić ić dojej matki

Zafiksowałam się znowu na Potterze.
Ja nigdy z niego nie wylazę.

Książki, bo już muszę nareszcie odnieść na półkę.

24. Małgorzata Musierowicz: Sprężyna.
25. Małgorzata Musierowicz: McDusia.
26. Małgorzata Musierowicz: Wnuczka do orzechów.
27. Małgorzata Musierowicz: Feblik.

Nie mogę się doczekać kolejnej części.
Od dawna pisze się o Ciotce Zgryzotce, ale wydania ni widu, ni słychu.
Zrobiłam coś fajnego. Początkowo nieświadomie, z każdym kolejnym tomem już z premedytacją ;-)
Otóż do całej Jeżycjady, kiedy tylko otwierałam książkę, równocześnie odpalałam piosenki z bajek Disney'a. Dzięki temu teraz, kiedy gdzieś usłyszę przypadkiem albo zaplącze mi się w playliście, momentalnie przenoszę się do Poznania i okolic.
Uwielbiam skojarzenia. Mam tak z muzyką i zapachami. Że wracam w miejsca, gdzie było najintensywniej.
Czasem zdarzy się też przy smaku.
Najsilniejszy jest miętowy TicTac. Kiedy poczuję jego smak na języku, przenoszę się do podstawówki. Jestem w ósmej klasie i organizujemy Tydzień Kultury Uczniowskiej. Wieczór. Próba. Stoję z podkładką, do której przypięty mam plan uroczystości; uczę się go na pamięć. Co powiedzieć, w którym momencie, kogo zapowiedzieć, kiedy odejść za kotarę.
Podchodzę do Rafała i Jacka, którzy odpowiadają za nagłośnienie. Żartujemy, przekomarzamy się, a ja marzę, ale to po prostu MARZĘ, żeby Rafał zaprosił mnie na randkę. Niestety, ja jestem za mało odważna, żeby mu coś zasugerować, a on zwyczajnie nie wie, że się w nim kocham.
Mimo że nie byliśmy nigdy na żadnej randce, bardzo miło wspominam znajomość z nim.
No właśnie.
Wspomnienia.
Wystarczy iskra ;-)

28. Małgorzata Musierowicz: Światełko.

"Światełko" to moja bardzo wczesna podstawówka. Książkę dostałam na zakończenie którejś tam klasy za doskonałe wyniki w nauce.
I pamiętam, że przeczytałam ją natychmiast po przyjściu do domu, a następnie powtórzyłam to kolejnego dnia.
I zabrałam ją na wakacje do babci.
Była jedną z moich ulubionych książek przez wiele lat. Znałam ją niemal na pamięć, a wierszyki w stylu limeryków zaczęłam układać właśnie po jej lekturze.
I do dziś, jak się okazało, wiele z tej książki tkwiło mi w głowie. Ot, choćby Maśka podciągająca szorty i tłukąca Bambolczyka zrolowanym ręcznikiem po nogach.

29. Zbigniew Nienacki: Pan Samochodzik i Wyspa Złoczyńców.

Jedna z najnudniejszych części o Panu Samochodziku. Jaaaaaakaś taka trochę niewydarzona.
Może dlatego, że bez harcerzyków? Ale przecież w niektórych kolejnych też ich nie było.

30. Jude Deveraux: Obietnica.
31. Jude Deveraux: Dziedziczka.
32. Jude Deveraux: Wiedźma.

Saga Montgomerych to moja ulubiona podseria w serii książek wydawnictwa DaCapo.
Odkąd zapisałam się do nowej biblioteki na osiedlu, namiętnie pochłaniałam te kolorowe książki. Kocham czytać romanse. Nawet banalne Harlequinny.

33. Małgorzata Musierowicz: Hihopter.

Któregoś dnia straszliwie nudziłam się w robocie. Grzebałam w szufladach z zamiarem ułożenia papierów, ale trafiłam na Całuski, Światełko i właśnie Hihopter, więc łyknęłam sobie tę ostatnią.

34. Małgorzata Musierowicz: Całuski Pani Darling.

Za każdym razem, kiedy czytam Całuski, obiecuję sobie, że zostawię ją na wierzchu w kuchni i raz w tygodniu zrobię któreś danie.
Yhym, mówiłam kiedyś o postanowieniach i obietnicach, co nie? ;-P

35. Zbigniew Nienacki: Pan Samochodzik i Templariusze.

Mhhhmmmm, moja ulubiona ze wszystkich samochodzików.
Nawet film bardzo lubię i nie czepiam się rozbieżności.

36. J. K. Rowling: Harry Potter i kamień filozoficzny.

No nie będę się nawet wygłupiać, tak? ;-)

37. Zbigniew Nienacki: Pan Samochodzik i Księga Strachów.

Pamiętam, że jako gówniara, kłóciłam się z Szymonem o to, kto jest w tej powieści złym charakterem. I że Szymon mnie dosłownie o kilka kartek wyprzedził z odgadnięciem tego motywu z puszką. Dosłownie kilka.

38. Robin Cook: Wstrząs.

Kiedyś przeczytałam kilka jego książek i dosyć mi się podobały.
Teraz, czytając "Wstrząs", nie mogłam się powstrzymać od wyobrażania sobie, jak napisałby to Fitzek.
Niestety. Odkąd poznałam powieści tego pana, żadna mocniejsza sensacja nie będzie mi się w pełni podobała. Facet jest nie do wyjebania!

39. Jude Deveraux: Potrzask.

Siedzę spokojnie nad blogiem, a tu nagle rumor z mojej lewej strony. Nie wiem jakim cudem, ale cała Narnia swetrów i dżinsów mi się wysypała z szafy.

Dobra. Wracam do mojej komnaty tajemnic, bo przecież aż mi oczy uciekają w jej stronę i co drugie słowo robię błąd w pisaniu.
Potter wzywa.

piątek, 23 czerwca 2017

to wszystko na niby jak deszcz deszcz nie całkiem prawdziwy

Nooooo, widzę.
Sama widzę.
Wróciłam i narzekam. Ale tak się trafiło akurat, że jestem świeżo po podróżach i nadal nie mam zbyt dobrego zdania o ludziach.
Chyba zresztą nigdy nie miałam.

ajonli łontu sijo lafin ina perpel rejn

Ludzie w pociągach są ciekawym zjawiskiem.
Wykupujemy miejscówki, żeby jechać w miarę w takich warunkach, jakie lubimy.
Wchodzę do przedziału. Przy jednym oknie siedzi kobieta, przy drugim może czteroletni chłopaczek.
Ja miejsce mam przy drzwiach, przy oknie już nie było wolnych, kiedy kupowałam bilet.
Przedział powoli się zapełnia, środkowe miejsca są zajmowane.
I wchodzi pani.
Stawia torbę na siedzeniu obok chłopaczka i w tym momencie odzywa się kobieta spod okna:

- Czy pani nie będzie przeszkadzało, że synek będzie siedział przy oknie?

Pierwsza, niekontrolowana mina pani mówi, że owszem, będzie. Ale chyba coś w rodzaju dobrego wychowania wygrywa, bo zrezygnowana odpowiada:

- Nnnnie... proszę...

Noszkurwamać! myślę sobie.
To po co te miejscówki? Po co płacenie za dobre miejsce? Po co sterczenie przy kasie i proszenie sprzedającej: a może sprawdzimy w innym wagonie?
Żeby po wejściu do wagonu i tak usiąść tam, gdzie akurat jest wolne?
I proszę nie fukać ze zgorszeniem, że oooo, frotka, wymyślasz, przecież to dziecko, trzeba zrozumieć.
Okej, rozumiem. Ale skoro tak, to niech mamuśka też zrozumie i ruszy własną dupę spod okna i usadzi tam synka, zamiast załatwiać sobie komfort jazdy czyimś kosztem.

Na szczęście zanim babka ułożyła walizki na półkach, dzieciak śmignął na podłogę i zaczął coś wydłubywać spod rozkładanego stolika, więc ona po protu usiadła na swoim miejscu.

Situłejszon namber tu.

Do Warszawy jechałam tym pociągiem, który wygląda ja samolot.
Wzięłam miejscówkę przy oknie, wrzuciłam plecak na półkę, rozłożyłam sobie stolik, wyjęłam książkę i...
kątem oka wyłowiłam faceta, który właśnie wsiadł.
Jaaaaaapier!dole!
Dosłownie ja w "Dniu świra" - ja już byłam pewna, że on usiądzie przy mnie.
Facet pod pachą miał butlę coli, w lewej ręce paczkę czipsów, a w prawej, którą właśnie unosił do ust - jakiegoś kebaba czy inną tortillę. Nigdy tego nie rozróżniam.
W każdym razie tortilla była wielka, wypełniona sosem wypływającym aż na serwetkę i już od połowy wagonu silnie zalatywała czosnkiem.
Zaklęłam tyko soczyście pod nosem i zaczęłam szukać słuchawek do empetrójki, kiedy facet zatrzymał się, zerknął na fotele i - o, szczęście niepojęte! - zajął miejsce ze cztery rzędy przede mną.
Serio, byłam po prostu pewna, że usiądzie obok mnie.

Może po dwudziestu minutach laska, która siedziała obok niego, zmieniła miejsce.
Naprawdę, nie dziwię się.
Dlaczego ludzie w ogóle nie myślą o innych?
Ja nie mówię, że mamy uprawiać wersal w pociągach, ale na litość boską! Chociaż jakieś podstawowa kultura!
Nie wierzę, że czterdziestoletni facet nie jest w stanie wytrzymać dwóch godzin bez opierdolenia kebaba. Albo paczki chrupek.


jana nicwięcejnie liiiiiiiiiczę otkrań caświatado raaaaaaań ca

"Co czytasz?" - dostałam przedwczoraj SMS-a od znajomego.
Hmmmm...
Przeleciałam się po pokojach i torebkach.

przy łóżku - pan samochodzik i księga strachów (dziś w nocy skończyłam)
przy wannie - harry potter i kamień filozoficzny
w łazience na dole - nerve
w kuchni, do gotowania - wyzwolona
w torebce, do autobusu - osobliwy dom pani peregrine
w torebce, do chodzenia - pan samochodzik i niesamowity dwór
na dole, przy fotelu - wstrząs (dziś rano skończyłam do śniadania)

"A dlaczego pytasz? Masz coś do polecenia?" - zapytałam po tym, jak w pierwszym SMS-ie wymieniłam mu powyższy zestaw.
"A gdzie ty jeszcze masz jakieś miejsce na książę? Niestrawności dostaniesz".

No nieeee, nie wydaje mi się. Zawsze jest miejsce na jeszcze jedną książkę.
Młode mówią, że mają dodatkowe szufladki w brzuchach: na słodkości.
Ja mam dodatkowe zwoje w głowie; na książki.


alow suprim aloow sup rim

No kurwa mówiłam!
O czwartej nad ranem wciągałam pranie do pokoju.

Z drugiej strony, mogłam się tego spodziewać, bo przecież dzisiaj zakończenie roku. Odkąd pamiętam, a pamiętam sporo, każde zakończenie roku szkolnego było mokre. Miało to swój urok, bo symbolicznie spłukiwało ze mnie szkołę.
Nie żebym nie lubiła się uczyć, ale wiadomo od dawna, że uwielbiam takie zabawy w rytuały i czarowanie.

Lubię koniec roku.
Nawet jako dorosła.
Lubię zaczynające się wakacje. Choćbym i w pracy spędzała ten dzień, to i tak mnie zawsze uśmiechnie. Lubię słowo "wakacje". Rozmawiając ze znajomymi, kiedy mówię o wolnym zimą, nazywam to urlopem. Ale kiedy mówię o urlopie letnim, nazywam go wakacjami.
No i kiedy zaczynają się wakacje, jest na co czekać. Przecież za dwa miesiące pierwszy września! ;-)



czwartek, 22 czerwca 2017

ado ona klooooołz majajs adołona fooooola slip

W życiu faceta.
Jeśli umyje samochód albo podleje trawnik, na pewno spadnie deszcz.
Czasem jeszcze w trakcie podlewania.

W życiu kobiety.
Deszcz spadnie niemal natychmiast po tym, jak skończy myć okna.
Nie, w trakcie to nie. On spadnie tuż po tym, jak szyby ładnie wyschną i zalśnią czystością.

Jest jeszcze trzeci gatunek.
Frotka.
Niech no tylko zrobię pranie! Niech no tylko rozwieszę pachnące płynem do płukania bluzy i dźinsy.
Niech no tylko ubranie wyląduje na tarasie.
Można sobie normalnie zegarek regulować.
I nie, och nie. Ten deszcz nie spadnie w dzień. Nie spadnie wieczorem. Tak, żebym miała szansę sprzątnąć pranie z tarasu.
Nie.
On jebnie w środku nocy Kiedy akurat zasnę nad książką. I owszem, obudzę się. Zazwyczaj nawet przez sen słyszę deszcz i wstaję do okna.
Tylko co z tego, skoro wszystko już i tak będzie mokre i trzeba będzie rano znowu płukać?

Na tarasie rozstawione są właśnie dwie pełne suszarki.
O co zakład, że będzie lało?

ajgacz jubejb

Fura prania.
Wróciłam w poniedziałek, ale dopiero dzisiaj tak naprawdę zabrałam się za porządne rozpakowywanie.
Szczerze tego nienawidzę.

Ptyśka obserwuje, jak leniwie składam do jednej torby zużyte skarpetki, koszulki i majtki, a do drugiej pakuję te, których nie zdążyłam znosić.

- Najgorsze jest pakowanie, co nie? - podaje mi złożoną równiutko bluzę.
- Nie. Najgorsze jest rozpakowywanie.

Macie?
Wiem, że nie macie.
Chyba tylko u mnie wypchane torby i walizy stoją w kącie pod oknem przez kolejnych pięć dni.
No nienawidzę i już!

Wiki śmiga na rolkach tuż przed moim nosem. Wiatr, jaki robi, rozwiewa mi kartki, na których szkicuję projekt nowej kuchni.

- Jeszcze raz mi tak zrobisz i idziemy do domu - ostrzegam spokojnie.
- Heheheh, na pewno nie.
- Nie denerwuj mnie.
- I nawzajem! - hamuje i pochyla się nade mną - Ty pewnie myślisz, że ja nie wiem, co to znaczy "nawzajem" - cedzi mi prosto w nos. Wrrrrrrrręcz przeciwnie!

Rzuca mi jeszcze groźne spojrzenie i odjeżdża turkocząc szyderczo kółkami.
Hmmmmmm.
Ale wręcz przeciwnie, że nie wie czyli oczywiście, że wie?
Czy wręcz przeciwnie znaczy nawzajem? Bo wtedy rzeczywiście nie wie ;-)

kolo rowesny kie dyja do tyka mcie bie

Nie chcę o tym rozmawiać.

sobota, 15 kwietnia 2017

ajsi faaaa ajer insajde mał ntejn

To nigdy nie jest książę na białym koniu, prawda?
To nigdy nie jest ten wymyślony, wymarzony, wytęskniony.
To jest ten, który na co dzień wkurwia, pyszczy, kłóci się i doprowadza do szału.
A od czasu do czasu tak spojrzy
ale to taaaaaak spojrzy! że kolana miękną
i serce mięknie
i wszystko mięknie i mózg się roztapia
A zaraz potem tak dopierdoli jakąś szpilę, że w piety idzie i twardnieje nie tylko kolano, ale i pięść, którą mu wymachujesz przed nosem.
Ale to zawsze jest ten ktoś, co nie?
A kiedy zdasz sobie sprawę, że z nim nawet najgorsza praca jest czystą przyjemnością, to właśnie ten moment, kiedy powinnaś mu to powiedzieć.
Bo kurwa możesz sobie przejebać życie.

czwartek, 13 kwietnia 2017

bi'ar gest bi'ar gest bi ar gest

Szkoda, że nikt mi nie powiedział, że "Piękna i Bestia" to musical.
NIENAWIDZĘ musicali. 
Dwie zabawy z tej serii trafiły mi w gust. "Notre Dame de Paris" z Garou oraz "Romeo i Julia" z piosenką. To jest zresztą jedna z moich ulubionych piosenek ever.
No.
Więc innych musicali nie trawię i filmowa wersja pięknej bajki animowanej zupełnie mi nie podpasowała. Szczęście, że nie poszłam do kina.

Za to "Pasażerów" obejrzałam z przyjemnością. 
Wyłączając oczywiście fragment, w którym główny bohater trzyma na smyczy cały kosmos i siłą własnych mięśni łączy stalowe elementy, nad połączeniem których tu, na dole, pracował pewnie cały zastęp strongmanów.
Ale nie zgrzytało jakoś straszliwie. Uśmiechnęłam się trochę, bo w końcu to fantazja, więc nie można przesadzać z oczekiwaniami.

"Dziewczyna z pociągu" znudziła mnie tak masakrycznie, że jestem wściekła o te stracone kilkadziesiąt minut.
Zero napięcia, jak dla mnie, sorry.

Oooch, jak on się tu uśmiecha....



środa, 12 kwietnia 2017

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

nabę ben kuciiiiii cho gra

Właśnie umyłam okna w salonie i ze zgrozą oglądam swoje paznokcie.
Caaaaały lakier poszedł wpizdu!
Ale za to szczęśliwa jestem, bo to były te najgorsze okna. Cztery takie podwójne, od sufitu do podłogi, każde jak drzwi balkonowe. Zbierałam się do nich od czwartku.
Co prawda pogoda nie sprzyjała i miło było na nią złożyć całe lenistwo, niemniej jednak wciąż mi wisiały te okna w głowie.

Wyszłam na dolny taras i tak mi powiało burzowym powietrzem, że aż pobiegłam na górny, rozglądać się po niebie nad lasami i łąkami. Ale nie. Nigdzie nie widzę chmur.
Chociaż drzewa się mocno kołyszą.

Nieuchronnie idzie do zmiany laptopa.
Przysięgam, płakać mi się chce. Nie znoszę wymieniać domowych sprzętów. Komórkę mam sprzed siedmiu lat i nie zamierzam jej zmieniać, póki mi się nie rozsypie w proch.
Taaaak, mam ją od 2009 roku i nie jest to żaden smartfon czy inny ejpel.

A jutro idę z Małą buszować w sklepach plastycznych.
Myślę, że to dobry pomysł: wziąć gotówkę, a karty zostawić w domu

niedziela, 9 kwietnia 2017

domi soldo dosolmido

Czytam tę ""Sprężynę" i co dwie kartki muszę robić przerwę, żeby pomrugać szybko powiekami.
Wiele wątków mnie rozczulało, wiele doprowadzało do naprawdę szczerego śmiechu.
Ale w całej Jeżycjadzie nie ma bardziej rozpaczliwych i wyciskających łzy słów, niż to bolesne pytanie, zadane przez Ignacego Borejkę na wieść, że Gabrysia miała wypadek: Dlaczego ktoś zrobił jej krzywdę?!
Naprawdę, nie przypominam sobie, żeby jakiekolwiek zdanie w którejkolwiek z powieści wywołało u mnie podobną fontannę łez.
Czy to w filmach, czy w książkach - nieszczęścia się zdarzają, bohaterowie sobie z nimi radzą albo i nie, wychodzą z wypadków albo i nie, zdrowieją albo umierają. I wzrusza mnie to, owszem.
Jednak za każdym razem coś we mnie mówi, że przecież to tylko fikcja. Jasne, umiejętnie opisana, zagrana, ale tylko fikcja.
A w przypadku "Sprężyny" nie mogę.
Nie potrafię sobie tego tak wytłumaczyć.
Za każdym razem połamana Gabrysia, a raczej reakcja jej bliskich, szarpie mnie za serce i powoduje, że aż się w sobie kurczę.
No bo jak to?
"Dlaczego ktoś zrobił jej krzywdę?!"

sobota, 8 kwietnia 2017

ooo nrakie tołu cieka

Chciałabym mieć JEDNO hobby.
Niestety, frotka minimalistką nigdy nie była i hobby frotkowe walczą ze sobą o pierwszeństwo wykonywania od zarania dziejów.
Wszystkich naraz nie da się uprawiać, bo się zmysły pierdolą, a właścicielka dostaje szajby.

No bo jak wybrać?
A co gorsza: jak pogodzić?

czytać?
pisać?
oglądać filmy?
spać?
kolorować?
koralikować?
szydełkować?

nie!da!sie!
Jak pierdolnięta wyznaczam sobie czas na kolejne czynności. Już pisałam, że w miarę mogę pogodzić oglądanie serialu z szydełkowaniem, ale już do koralików włączam stare filmy, które znam, bo na tych małych dziadostwach muszę się bardziej skupiać żeby się igłą nie podziabać.
Czytanie mogę połączyć jedynie z jedzeniem, a to racze niewskazane hobby przy mojej figurce. Buddy ;D

Z dwóch tygodni, bo w poprzednim nie przeczytałam ani jednej całej.
Więc sumuję dzisiaj.

19. Remigiusz Mróz: Inwigilacja.

Ujął mnie skurkowany tą Chyłką i koniec.
Nie wiem czy pisałam, że takiego zakończenia mniej więcej się spodziewałam. Nie rozwinę się w temacie, bo może nie każdy już przeczytał.
Ale ja mam tak osobisty stosunek do tej baby, że nawet jak mnie autor nie będzie w stanie zaskoczyć zakończeniem, to i tak już pozostanę mu wierna.
Serduszko Moje mówi, bo pożyczyłam mu całą swoją kolekcję, że ta wojenna seria jest bardzo dobra i że się uśmiał widząc moje wkurwione "wstyd, panie Mróz" nabazgrane tuż przy błędzie ortograficznym.
Nie wiem.
Naprawdę nie wiem. Ja uparta jestem, a chciałabym przeczytać. 
Ale co, jak znajdę kolejny błąd?

20. Małgorzata Musierowicz: Język Trolli.
21. Małgorzata Musierowicz: Żaba
22. Małgorzata Musierowicz: Czarna Polewka.

No bez komentarza, tak?

23. Dan Brown: Kod Leonarda da Vinci.

Powtarzam, bo ostatni raz czytałam osiem lat temu. 
Jestem zafascynowana sposobem pisania pana Browna nie mniej, niż sposobem, w jaki dzieli akcję, jak umieszcza rozdziały i jak to robi, że ja przez jego książki przelatuję jak szatan.
No i osobiście wierzę, że na "ostatniej wieczerzy" naprawdę jest jezusowa żona.

Nie chce mi się robić zdjęć. 
Może potem.

Wydałam kupę monet i aż mi odrobinę wstyd.
Ale tylko odrobinę, bo kurwa mać, po to chyba zarabiam, żeby sobie jakieś przyjemności robić?
Mam wydawać tylko na bilety na autobus i żarcie?
To po co pracować? Jak będę dorosła, to będę oszczędzać :P

- Jaki ty masz piękny lakier! Uwielbiam taką czerwień.
- A, bo jak malować, to kobieco.
- A gdzie robisz paznokcie?
- W domu.
- Sama? Masz zestaw?
- Jaki zestaw?
- Do żeli.
- Ale ja nie noszę żeli.
- TO SĄ TWOJE PAZNOKCIE???

No. Moje. ;D