poniedziałek, 13 sierpnia 2018

wgorąąąąąąąąąąąąą cypod zwrotni kowywiatr

Uwielbiam, kiedy tydzień ma dwa piątki ;-)

Rozbebeszyłam swoją sypialnię. Tym razem łóżko to aktualnie sortownia ubrań, czasopism, książek, kredek, koralików i robótek oraz różnego rodzaju pierdół. Znowu spałam w zielonym pokoju i muszę powiedzieć - śpi się o niebo lepiej.
Gdybym się tak nie wstydziła, to wrzuciłabym zdjęcie. Bo zrobiłam. Wysłałam do Ptyśki.

"Łchaaaaaał" przyszedł zwrotny SMS - "przypomniałaś mi liceeeeeeeeum".
Franca jedna! ;-)

Muszę zapolować na jakieś fajne staniki. Zapragnęłam pięknej czerwieni na piersiach.

niedziela, 12 sierpnia 2018

świat łoim rok ramiew ra mie szampaaaaaaan ikac

Wyszłam na taras pełna złych przeczuć, ale kiedy zadarłam głowę, aż się zachłysnęłam.
Ani jednej chmurki! A przecież dziś ta noc perseidów.
W ciągu dziesięciu minut - kark sztywniał, bo nie chciało mi się kłaść na kafelkach - spadło dziewięć.
Śliczne. Należę do tych kiczowców, którzy lubią deszcze spadających gwiazd.
Pomyślałam dziewięć życzeń, poprosiłam o ich spełnienie i wróciłam do domu.
Ale coś mnie podkusiło i wróciłam na taras
i nałożyłam okulary!!!

O CHRYSTE...

sobota, 11 sierpnia 2018

go towaby łatasu kien ka

Z Podlasia to tam niewiele, ale serial jest naprawdę bardzo dobry.

Od pierszego momentu, w którym pojawia się akurat ten bohater, wiadomo, że to on.
Za to drugi dość ważny motyw, musiałam dostać prosto na nos, bo tego domyślić się nie umiałam.

Język nie ma naszego oryginalnego zaśpiewu. Szeptucha jest trochę fajna, a trochę jakby przerysowana. Szeptanie to nie do końca to, co działo się u naszej, oryinalnej, w Orli, ale nie można się tego czepiać, bo może nie można pokazać jak to wygląda naprawdę.
Oczywiście komendant policji jak żywcem wyjęty z moich terenów, ale to dlatego, że on jest żywcem wyjęty z naszych terenów.
Reszta policjantów niewiarygodna. Strasznie mnie ukłuła w oko scena, w której pokazują ich po raz pierwszy. Jeden w sweterku sprzed dwudziestu lat, druga wpierdala pasztetówkę, a trzeci to normalnie blokers, jakich znałam za gówniary. Nie-e. Nie.
U nas się nie je pasztetówki, u nas się je kiszkę ziemniaczaną z Traugutta ;-)

Z Białegostoku był tylko mural, tereny, o kórych mówią jako o supraskich, są nasze, owszem, ale to rejon Czarnej Białostockiej.
Komendy policji nigdzie w województwie takiej nie ma. Nawet takiego budynku.
Patrzyłam, że może to w starym opuszczonym wieżowcu nagrali, ale nie. To nie ten.
Scena w ostatnim odcinku kręcona w starej hali w Cz. B. - tak, Podlasie.
Klimat jest mroczny, szary i duszny. Rzeczywiście można pomyśleć, że Białystok i okolice to zaścianek, zacofanie i wiara w zabobony. Niektórych to uraziło, ale mnie się podobało.
Uważam, że i moje miasto, i jego okolice są bardzo piękne i bez wstydu możemy przyjmować turystów, więc śmiało możemy pozwolić, żeby pokazywać nas jako zacofańców. W końcu to fikcja.
Ale klimatu Podlasia to ja w tym serialu nie czuję.

Bardzo dobry temat serialu.
Mocny, choć może potraktowany trochę powierzchownie. Może sześć odcinków to za mało?
A z drugiej strony, może gdyby było więcej, to rozwlekliby akcję tak, że oglądalibyśmy z obrzydzeniem, bo roztrząsaliby każdą scenę za bardzo? Sama nie wiem.
Chyba dobrze, że nie ma pięciu sezonów po dwadzieścia pięć odcinków.
Umówmy się, że tylko ten ostatni rozłożyłabym na dwa, bo można było na paru sprawach bardziej się skupić.

Skończyłam Kruka.
Polecam.

środa, 8 sierpnia 2018

am łideewry łan enjet nat

Czasem nawet w pracy jest przyjemnie.

Nie ufam prognozom pogody, ale ktoś tu obiecuje nagłe ochłodzenie i burze. Nie żebym się czepiała.
Igor twierdzi, że jak ruszę leniwą dupę i zgłoszę się do swojej ubezpieczalni, to za moją biedną rąsię i cierpienie dostanę na kremik do ryjka.
Czyli że co? Że muszę drugi raz iść do lekarza? Po kartę leczenia? Dobrze, że ja lubię tego mojego doktorka.

A któregoś dnia, w robocie, z okazji zmiany miejsca zamieszkania, robiłam porządki.
I znalazłam prehistorię.


Bush.
Rety! Ile wspomnień z tą kasetą! Z Gavinem. Z tymi urodzinami Ptyśki.
Z działką. Z tymi schodkami.
Z tym paleniem zapałek, z tym ogniem i tą magią rozmowy...
Zawsze będę miała łzy w oczach przy "Swallowed".
Kurwa! JUŻ MAM!

wtorek, 7 sierpnia 2018

niejed negojuszsko pały

No i nie wiem. Mnie się wydaje, że Chucherkiem w kolejnej części Jeżycjady będzie Ignasiowa Agnieszka.

Zupełnie nie trafia do mnie polska "Pomoc Domowa". Na szczęście oglądam na youtube, więc nic mnie to nie kosztowało. Żałowałabym kasy, gdybym zapłaciła.

Upiekłam placek z jabłkami i trochę nie zdążyłam się nim najeść. Zniknął w mgnieniu oka.

"Brzydka prawda" po raz, przysięgam!, nie wiem który. Nic nie poradzę, że ktoś do tego filmu dosypał narkotyków.

Maluch zainstalował mi na tym dziwnym czymś do grania, kto by pomyślał! gierkę ;-)
Jestem kimś w rodzaju kucharz i serwuję - w zależności od budynku - hotdogi i hambrgery, smażonego łososia z makaronem albo słodycze.
ODROBINĘ się wciągnęłam.

Tyle.
Po ciemku słabo się pisze.

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

czar neja gut kimiesz ka myw le siezie lo o nym

Urządziłyśmy dziś z Młodszą wielkie szycie.
Wszystkie Barbie - przyjechała do mnie z trzema swoimi - dostały nowe sukienki.

- Frociu? A wrzucimy to na insta?
- Dobrze.
- Frociu? A podpiszesz, że to na bal?
- Dobrze.
- Frociu? A nagramy filmik?
- Yyyy...? Ale ja nie umiem...
- To proste. Ja cię nauczę!

I tak oto rozdziewiczyłam filmowo mój instagram.

niedziela, 5 sierpnia 2018

alaktu muwit muwit alajktu muwit muwit alajktu muwit muwit julajktu muwit

No i co, i urlop powoli dobiega końca.
Mam wrażenie, że w pracy nie byłam z trzy miesiące. Co najmniej trzy.
Ooooj, nieprędko im się uda znowu mnie na takie bezsenswne wolne wygonić.

Jak się ma za dużo czasu, to do głowy przychodzą durnoty.
I mnie właśnie dziś rano taka jedna przyszła.
Otóż mam ochotę znowu zrobić sobie dąbrowską.

I z jednej strony aż mnie dreszcze chwytają na samą myśl, że znowu miałabym wpierdalać trawę przez sześć tygodni, a z drugiej - wynik był obłędny i WARTO!
Sama nie wiem.
Wiem tylko, że chciałabym wystartować na trzy tygodnie.
Wytrwam trzy? Cudownie.
Dam radę tylko dwa? Też dobrze.
I tym razem chyba zrobię sobie z tego dietę płynną. Rano soki i smoothie z grejpfruta, jabłka i soku cytrynowego, w dzień coś w stylu zup-kremów albo po prostu gazpacho tylko bez oliwy.
Najchętniej to zamówiłabym sobie catering, ale kurewsko drogi i nawet nie wiem czy w mojej wiosce jest.
W każdym razie jest za gorąco, żeby chciało mi się gotować.
A w robocie akurat szykują mi się trzy tygodnie zapierdolu, tak więc butelka przemielonych warzyw z wodą wydaje się naprawdę dobrym pomysłem.
No bo co? Sezon na warzywa chyba jeszcze trwa, prawda? Pomidory wciąż namiętnie uwielbiam, poprzedni post mi ich nie obrzydził, ogórki chyba też jeszcze są świeże, cukinia u babci wyrosła taka, że wygląda, jakby ją Hagrid hodował. No i zawsze są te mrożonki kalafior brokuł marchew.

No nieeeee wiem, może ja to piszę, żeby mi ktoś ten post z głowy wybił?
Nie, nie. Żarcik taki ponury. Mnie się nic nie da z głowy wybić, jak już wbiję.
Nigdzie też nie mogę znaleźć informacji na temat częstotliwości takiego poszczenia. Nie chcałabym się skrzywdzić; zawsze mówiłam, że jeśli coś miałoby być nie tak, to bez sentymentów przerwę dietę, no bo bez jaj, tak?
Może ktoś wie? Jaka powinna być przerwa między jednym, a drugim postem?

Kurczę, no.
Już po tym, jak brzmi ta notka wiem, że zrobię.
A wmawianie sobie, że się zastanawiam, to o kant dupy mogę rozbić. Grubej nadal.

sobota, 4 sierpnia 2018

pooooooooooool ska miesz kamwpooooooooooooooool sce

Dobra.
Ochłodziło się trochę, co nie? A ja na jutro ciasta żadnego nie mam.
Co będzie, jak przyjdą goście, a u mnie nic słodkiego? Nie do pomyślenia!

Dianka się wybudowała.
Byłam wczoraj. Posiedziałyśmy na tarasie, mężuś dowiózł piwko, my zrobiłyśmy grilla.
Miło.
Ładne miejsce, śliczny dom - wyjątkowo nie ma się do czego przyjebać, a przecież u mnie to ino pysytyryk!
A to nie. Wszystko mi się tam podoba, ma dziewczyna zmysł i planowania, i kolorystyczny i urządzania.

Jakie ciasto pasuje na niedzielę?
Jabłkowiec?

piątek, 3 sierpnia 2018

niemmmamic kiewi czczczai niem mami ło sza

Bo było tak gorąco, że nawet Barbie pojechały do SPA.



Dziś się z Młodszą zgadałyśmy - jak już zeksplorowała każdy kąt mojego czyszczonego pokoju i każdą w nim szafkę - że ona uwielbia Barbie i

- A ty, Frociu, umiesz szyć?
- Umiem.
- I sukienkę też?
- Też.
- To ja zostanę u ciebie jeszcze do niedzieli i będziemy szyć.

Tjaaaaaaaaaaa...

Z tym zostawaniem, to się udało, bo nagle okazało się, że jestem o niebo mniej interesująca od pieska, który ma ją dziś odwiedzić ;-)
Młode mają shih tzu, którego brata ma jedna z ciotek i ona właśnie miała przyjechać dziś na wieczór.
Kij z ciotką! Jak i ze mną.
Pies przyjedzie!
Dlatego nocleg z szyciem został przełożony, ale za to zabrałyśmy się za doprowadzanie do porządku barbiowych włosów.
Idzie nieźle.

czwartek, 2 sierpnia 2018

więc całujmie częś ciej bo niewieszjak będzie

O, bo nie dokończyłam posta.
Przełożę go w takim razie na weekend, a w czwartek randki z Potterem ciąg dalszy - Zakon Feniksa zdecydowanie najlepiej smakuje w oryginale językowym.

środa, 1 sierpnia 2018

fskażpla nete którą chcesz odwiedzić już bez trwogi

A o północy przywitałam się  Marsem.
Moja planeta, mój Patron, mój Pan, mój Władca i Powód tego, jaka jestem.
Nie uwierzę, że planety i znaki nie mają wpływu na osobowość. To, co tu przeczytałam, mogłabym sobie wytatuować na plecach.
To, to akurat pierwsza strona, jaka mi wylazła, kiedy wpisała hasłowo, ale gdzie i kiedy nie wlazę, wszędzie opisy wyglądają tak samo lub bardzo podobnie.
Mam na wakacjach Starszą, i to ona wymyśliła, żeby iść na nocne oglądanie nieba. Przegapiłam to sławetne zaćmienie - siedziałam w środku miasta na piwie z Amerykanką - więc przynajmniej wczoraj sobie Marsa obejrzałam.
Niesamowite - pomyśleć, że tam, na tej czerwieni, łazi coś, co wysłaliśmy my; z Ziemi.
I że za kilka lat ktoś tam wyląduje i zacznie tworzyć kolonie.
(choć akurat w to, to ciężko mi uwierzyć i jakoś chyba jednak nie wierzę)
Niemniej jednak bardzo miło mi się sterczało na polu ze Starszą, z zadartą głową, rozdziawioną gębą i wielkimi oczami oraz mózgiem na granicy wybuchu z okazji tylu niewiarygodnych planów naszych futurystów.

A dziś, podobno, kolejny najgorętszy dzień w tym sezonie. Słupki rtęci mają wybuchać, druty elektryczne sięgać asfaltów, piwo ma być dwa razy droższe.
Bo ja na piwo dziś się umówiłam.
O szesnastej! W tę najgorszą saunę i to na Rynku Kościuszki, gdzie jest po prostu patelnia!
Nie wiem, doprawdy, dlaczego zgodziłyśmy się na tak absurdalną godzinę.
I do jakiego lokalu my pójdziemy? Przecież tam wszędzie będzie gorąco.

wtorek, 31 lipca 2018

jeszcze tyle nanas cze ka

Happee Birthdae, Harry ;-)



Mój równolatek.

poniedziałek, 30 lipca 2018

no sisz jef so bieś wiaaaaaaaaaaaaaat ło niezga śniechoooooć byśchciał

Ciekawe czy da się zamrozić kisiel.
W sensie zrobić z niego lody.

Zaintrygował mnie opis serialu "Alienista".
Mroczny Nowy Jork, ciekawa obsada, niewyjaśnione morderstwa, w dodatku seryjne. Mniam.
Frotki lubią.
Chyba się skuszę.
A znowy Starsza poleca "Atypowego". I ten horrorek "100" czy jakoś tak. Ale tego, to już się boję.

niedziela, 29 lipca 2018

darknes imprisynyn mi oldaraj si apsolut horrar

Kurwa! Niech wreszcie jebnie ta burza, bo mi czaszkę rozsadzi!

Umawianie się z laskami na piwo ZAWSZE jest koszmarem!
Jak nie jedna nie ma z kim zostawić męża, to drugiej nie pasuje, bo ciasto w piekarniku.
Ale dobra. Być może się udało. Do środy wprawdzie jeszcze wiele minut, ale jest szansa, że się spotkamy w większej gromadzie.

1. Kiedyś chciałam być... nauczycielką.
Kupowałam zeszyty w kratkę, na okładkę, od wewnętrznej strony przyklejałam odchylaną listę nazwisk - wszystkich uczniów z aktualnej klasy - rysowałam rubryczki na temat, daty i oceny; słowem tworzyłam własny dziennik lekcyjny. I potem na każdej lekcji uzupełniałam obecność i oceny każdemu w klasie.
Gdyby któreś z rodziców nie mogło przyjść na wywiadówkę, obojętne czyj rodzic - przyjaciółki z ławki czy mniej lubianego kolegi - gdyby któryć z uczniów nakłamał co do ocen, gdyby ktoś zwiał z lekcji - wystarczyło zajrzeć do mojego prywatnego dziennika i wszystko tam było.
Wszystko!
Najlepsze, że zaraziłam tym sporo koleżanek i razem się w to bawiłyśmy.
Trochę chciałam też być mamą. Ale to akurat szybko zostało mi wybite z głowy.

2. Za co można mnie lubić... myślę, że za poczucie humoru w niemal każdej sytuacji; również na swój temat. Nawet nie również, a najbardziej na swój.
I trochę za to, że ja umiem słuchać i nie okazuję znudzenia. Uważam, że jeśli ktoś jest mi na tyle bliski, żeby rozmawiać szczerze, to należy mu się, żebym wysłuchała bez przerywania.
I za to, że ja raczej nie kłamię.

3. Wzrusza mnie... starość. Starzy ludzie. I okazywanie uczuć. Szczególnie przez kogoś, kto ich na co dzień nie okazuje. I czułość.

4. Kocham... za mocno. Boleśnie. I nie tylko o Niego mi teraz chodzi.

5. Tego nie potrafię... zachwycać się nieszczerze czymś, co mi się nie podoba. Na przykład nie umiem powiedzieć rodzicom niezbyt urodziwego dziecka, że jest śliczne. I nie potrafię śpiewać, a bardzo bym chciała.

6. W tym jestem świetna... robótki ręczne. Haftowanie, szydełko, robótki n adrutach, soutache, koraliki, mulina - jakbym się urodziła z tym w rękach.

7. Co wzbudza we mnie lęk... przemijalność; upływ czasu. I czerwone światełka. I trochę odkurzacz.

8. Moje małe grzeszki... namiętnie czytuję forum na kafeterii i czasem lubię się odezwać. I oglądam niekórych jutuberów.

9. Moje nastawienie do życia... gdyby Eleanor H. Porter pisała swoją Polyannę dzisiaj, to śmiało mogłaby ją nazwać Frotka. Wszędzie szukam pozytywów. Jestem w pewnym sensie hedonistką. Najczęściej powtarzam zaś: nie bierz do bani - w sensie, że przecież wszystko się jakoś ułoży.

10. Mam słabość do... dziewczynek Igora. Jestem okręcona wokół najmniejszych paluszków. I do perfum.

11. Co jest dla mnie najcenniejsze... pomijając górnolotne zapewnienia, że rodzina i przyjaciele, prawda? Najcenniejszy jest dla mnie mój łańcuszek z trzema przewieszkami i niebieski Harry Potter oraz szmacianka Zaklinacz Deszczu.

12. Moja najgorsza wada... zaborczość. I pamiętliwość.

13. Dawne marzenie... kiedy skończyłam czternaście lat, zaczęłam marzyć o samodzielności. O własnym domu, wyprowadzeniu się od rodziców i życiu w pojedynkę. I pamiętam, że marzyłam, żeby mieć coś tylko mojego. Tylko mojego!

14. Ostatnio sama siebie zaskoczyłam... zrobiłam pełną Dąbrowską. Bez ani jednego grzeszku. Zaskoczyłam tym siebie, bo ja jestem bardzo mięsna. Od zawsze. I jestem uzależniona od kawy. Więc zaskoczyłam sama siebie wytrwałością i że jednak mi się udało. Nie wierzyłam w siebie w ej kwestii.

15. Od lat mam ochotę... na blond włosy. Oraz na odłożenie fury kasy i wyjazd do obcego miasta w Polsce na cały miesiąc i pomieszkanie w hotelu. Marzy mi się hotelowe życie z wyboru. Kiedy mam jeden, góra dwa pokoje, łazienkę z wymienianymi ręcznikami, zmienianą przez kogoś pościel i śniadanie w jadalni na dole. Ja ogólnie mam coś z tymi hotelami. Jakieś zafiksowanie.

16. Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem... i znowu pomijając utratę najbliższych, co nie? Nawiększym nieszczęściem byłoby, gdybym była od kogoś zależna. W takim sensie, że na przykład muszę zrobić coś, czego nie chcę, bo komuś dużo zawdzięczam. Albo ktoś decyduje o sposobie, w jaki mam żyć. I jeszcze gdyby się okazało, że nie mam co czytać :P

17. Kiedy kłamię... nikt nie pozna. Dlatego raczej nie kłamię. A już na pewno nie w ważnych sprawach. Częściej przemilczam.

18. Ulubiona rozrywka... kino. Ksiażki.

19. Moja pięta achillesowa... o, nie wiem. Geografia? Topografia miasta? Orientacja w terenie? Zawsze się gdzieś zgubię.

20. Cechy, których szukam u mężczyzn... w zasadzie, to tylko jedna. Musi być silniejszy ode mnie. Silniejszy w sposób inteligentny. Psychicznie silniejszy, oczywiście. W inteligentny sposób, bo jeśli tylko wyczuję, że ktoś STARA się być silniejszy, to z automatu włącza mi się program: zniszcz, udowodnij, że jest słaby. Natomiast siła niewymuszona, naturalna - ooooo, to mi imponuje!

21. Czego nie znoszę... fałszu, zakłamania, wydawania z siebie dźwięków, które mnie wkurwiają (a jest tego od chuja i ciut), i kiedy ktoś próbuje mi dyktować swoje warunki.

22. Trzy cechy, kóre mówią o mnie wszystko... lojalność, humor, nieprzewidywalność.

23. O co umiem walczyć... o kogo - o innych.

24. Mam problem...  z wymową  :-)  Mam ogromny problem z dzieleniem się swoją własnością. Nie jestem skąpa. Naprawdę. Ale mam wielki problem, kiedy muszę się podzielić czymś swoim. Wolę kupić i oddać komuś drugi egzemplarz tej samej rzeczy, niż pożyczyć albo oddać mój.

25. Mój ukryty talent... rewelacyjnie ozdabiam paznokcie.

26. Moja dewiza... nie mam jednej konkretnej. Ale powiedzmy, że ZDROWY EGOIZM!

zło tysy piesie kusz

Który to już raz będę obiecywała sobie, że ruszam?
Że spróbuję zapomnieć i po prostu ułożyć się z sobą. Bez niego?
Bo tak się nie da.
Było, jak było, a było zajebiście.
Tylko że było NIC.
Nie wiem. Nie znam leku.
Próbowałam sobie wmówić, że nic nie czuję. Ale nie umiem wmówić sobie tego skutecznie.
Bo znowu mam ochotę rzucić to w diabły.
Trochę kłamię, bo trochę wiem, jakie rozwiązanie byłoby najwłaściwsze.
Powinnam zmienić wreszcie kraj. I tak o tym marzę od wielu lat.
A w tej sytuacji odciąć się od bodźca to najlepsze wyjście.

Yhym, chyba kurwa z progu!